Archiwa tagu: konflikt

Konflikt – czy różnorodność w zespole może go powodować?

Mówi się, że jedyną stałą w biznesie jest zmiana. A że biznesu nie ma bez ludzi, to ja do listy „pewniaków” dodam konflikt w zespole; bo nawet w najbardziej zgranym zespole pojawiają się trudne sytuacje, co wynika z samego procesu życia grupy (o czym pisałam TUTAJ). I to jest w porządku. Ważne w tym wszystkim jest to, aby wiedzieć, że te niekomfortowe momenty nie zawsze muszą przerodzić się w konflikt. Tak, tak, nad tym możesz mieć kontrolę i o tym dziś chcę Ci opowiedzieć…

Gdybyś jednym słowem miał określić, co jest główną przyczyną konfliktów, to co byś odpowiedział? Podpowiem Ci: LUDZIE. Rozwijając to, dodam, że LUDZIE sami w sobie nie są problemem, ale fakt tego, że ludzie są różni. I to, że nie rozumiem, jak „on tak mógł postąpić”, bo ja bym przecież nigdy tego tak nie zrobiła, „jak śmiał podjąć takie kroki”, bo przecież umówiliśmy się na coś innego, pompuje często tyle napięcia w zespołową bańkę, że wręcz nie ma czym oddychać.

Kiedy uczę zespoły o konflikcie i o tym, jak ich nie eskalować czy jak sobie z nimi poradzić, zwracam uwagę na to, że w całej sytuacji mamy 3 elementy:

PIERWSZY to sytuacja – i to wszystko co wokół niej się wydarzyło: co, gdzie, kiedy i co należy zrobić; fakty są tu podstawą.

DRUGI to ludzie, czyli wszyscy zaangażowani w daną sytuację; co ważne, są w tej sytuacji ze swoimi różnymi potrzebami, motywacjami, ale i lękami.

TRZECI to relacja między tymi ludźmi, czyli odzwierciedlenie oddziaływania między nimi. A im bardziej pozytywny wpływ ludzie w zespole mają na siebie, tym wyższy poziom zaangażowania i skuteczności całego zespołu.

I nie daj się zwieść temu, co niektórzy błędnie głoszą, że w pracy chodzi o to, żeby zrealizować zadania a nie babrać się w tym, co między ludźmi. Otóż, im bardziej będziemy unikać mówienia o tym, co się dzieje między ludźmi, który realizują owe zadania, tym zwiększamy szanse na zababranie się na „amen”. A później już tylko pozostaje płacz i zgrzytanie zębów na myśl o tym, jacy to okrutni: pracownicy czy również i szefowie. Znasz to?

To taka drobna dygresja, wracajmy już do meritum i tego, co się dzieje między tymi 3 czynnikami w sytuacji konfliktowej. Przypomnij sobie jakąś sytuację („Problem lub sytuacja” na poniższej „Piramidzie konfliktu”), jakieś zdarzenie, które wywołało konflikt, było trudne dla relacji w zespole lub dla twojej relacji z klientem.

Co wówczas myślałeś o całej sytuacji? Czy przypadkiem zamiast skupienia się na faktach, szukaniu z innymi rozwiązania w sytuacji, swoich myśli automatycznie nie przekierowałeś się na drugą osobę („Osoba” na piramidzie): co zrobiła, co powiedziała, może też na tym, jakie to było dla Ciebie trudne, frustrujące itp.? Zmierzam do tego, czy przypadkiem nie straciłeś kontroli nad sytuacją, oddając kontrolę negatywnym przekonaniom, niezrozumieniu zachowań drugiej strony?

I nawet jeśli sobie myślisz, że Ty tak na pewno nie robisz, to może pokornie przeanalizuj to, jak „z automatu” reagujesz w konfliktowej sytuacji. Tak już jest, że im więcej różnorodności w zespole, tym w trudnej sytuacji z klucza mniej zrozumienia dla tego, że można postąpić inaczej niż ja sama/sam. I kiedy już tak okleimy innych założeniami o tym, że ktoś coś źle robi, że tak nie można, że tak źle itp., tym bardziej blokujemy miejsce dla pozytywnej relacji, dobrego wpływu. A zaufanie? O czym mowa? Na to nie ma miejsca. Tę przestrzeń zagrabia sobie SYTUACJA, która niepotrzebnie urasta do „wielkiego halo” (na grafice pokazuję, że zabiera najwięcej miejsca), narzucając na osobę negatywne przekonania na jej temat, które zwykle wynikają z tego, że nie rozumiemy zachowań, oceniamy je przez swój własny filtr – jak ja robię, czego potrzebuję, jak powinno być etc.

Skoro w trudnej sytuacji łatwiej nam narzucać na innych negatywne myślenia na ich temat niż zająć się szukaniem wspólnie rozwiązania (to się dzieje w RELACJI, dla której w piramidzie konfliktu nie ma zbyt wiele miejsca), to jak z tego wybrnąć? Otóż, znajomość różnych stylów zachowania, motywacji do działania (a to diagnozuje badanie DISC D3) pomoże Ci w tym, by nie utknąć na osobie a korzystając z relacji, szukać rozwiązania w sytuacji. Odwróci się piramida konfliktu, dając przestrzeń dla zrozumienia, co ktoś naprawdę chce powiedzieć, a nie tylko tego, co słyszy, budowania czy rozwijania relacji zamiast trwania w trudnej sytuacji.

Podsumowując, konflikt był, jest i będzie w zespołach; im bardziej różnorodne są te zespoły, w tym na poziomie wartości, tym większe prawdopodobieństwo eskalacji trudnych emocji i niepotrzebnego wyolbrzymiania sytuacji. Lekarstwem jest wypracowanie nawyku chęci rozumienia tego, z czego wynikają zachowania moje i drugiej strony, by nie oceniać innych a korzystając z różnorodności w zespole, wspólnie szukać rozwiązań.

Różne wartości w zespole to źródło konfliktów?

Dlaczego ludzie podejmują takie a nie inne decyzje? Jak to możliwe, że osoba, którą niby znasz, „wyskakuje” z pomysłem, który Tobie by nawet nie przeszedł przez myśl? Otóż, przyczyną są różne wartości i dziś opowiem Ci o tym, jak te różne wartości bruździły w moim zawodowym życiu i co możesz zrobić, aby nie potęgowały trudnych sytuacji w zespole.

Zdiagnozowanie moich wartości pomogło mi zrozumieć, dlaczego w przeszłości byłam tak wybuchowa, poruszona, obruszona, kiedy ktoś nie trzymał się ustaleń i danego słowa. Odkrywcze było dla mnie również to, że zrozumiałam, jakim też byłam trudnym do współpracy managerem. W badaniu kompetencji D3 (w sekcji VALUES, która mierzy poziom intensywności wartości, które mają znaczenie dla efektywności w środowisku pracy) moją dominującą wartością jest Lojalność. Jest to nic innego jak właśnie działanie w zgodzie z danym słowem, wywiązywanie się z zobowiązań, w tym z przyjętych celów. Lubię działać zgodnie z ustaleniami. Jestem lojalna względem tych, z którymi tworzę bliską relację, w tym niegdyś firmy, szefa.

I było to na spotkaniu managerskim. Firma pozyskała dużego klienta, stąd trzeba było „na już” zasilić zespół w innym dziale. „Ania, na dwa miesiące przesuniemy konsultanta z twojego działu, bo to projekt, na którym firma mocno nadgoni cel przychodowy” – powiedział mój szef. Pewnie aż purpurowa byłam ze złości, ponieważ było to wbrew praktykom, jakie dotąd panowały w firmie. Konsultant dedykowany jest danemu sektorowi (a zajmowałam się komunikacją dotyczącą zdrowia i różnych obszarów terapeutycznych), by mógł rozwijać kompetencje w danym obszarze, bo sprzedaje u nas właśnie eksperckość. I ja też go potrzebowałam do dalszej sprzedaży. A dodatkowo, bardzo też dbałam o mój zespół, który cenił sobie to poczucie bezpieczeństwa i brak nagłych zmian, co im zapewniałam. Takie osoby miałam w ówczesnym zespole.

Trudno było mi zrozumieć, jak mój szef nie rozumie moich racji, skoro jak dotąd nie zawiodłam go w biznesie, a on nie mógł pojąć, dlaczego ja się tak upieram, skoro mamy wspólny cel oraz dlaczego nie możemy dojść do porozumienia w tej kwestii, skoro w innych dogadujemy się bez słów. I kiedy to czytasz, to wierzę, że możesz sobie pomyśleć, gdzie ja widziałam problem, że może nie jestem graczem zespołowym. Otóż, ja jestem graczem zespołowym i zupełnie nie to było źródłem napięcia. To napięcie generowałoby właśnie różne wartości. Osoby, które mają wysoką Lojalność, jak w coś mocno wierzą, jeśli na coś się umawiają, to zwyczajnie chcą się trzymać poczynionych ustaleń, koniec kropka. Tak, jesteśmy najbardziej lojalnymi członkami zespołu, ale naszym potencjalnym ograniczeniem jest opór, który zademonstrowałam na spotkaniu. Jeśli masz podobnie do mnie, to z pewnością wiesz, że łatwiej byłoby mi się zgodzić na zmianę, gdybym usłyszała: „Ania, wiem, że umówiliśmy się na to, że w tym roku nie przesuwamy konsultantów między działami, ale pojawiła się sytuacja, która może tego wymagać. Potrzebuję twojego wsparcia w tym, abym znaleźć wspólnie rozwiązanie”. Co bym odpowiedziała na to, że ktoś zauważa, rozumie, co jest dla mnie ważne? „Jasne, pogadajmy”. To by zamknęło usta mojej „lojalności” i byłabym w firmie najlepszym ambasadorem tej zmiany. Z drugiej strony, kiedy to się wydarzyło, ja nie wiedziałam, że jest coś takiego, jak wartość, która stoi za moimi decyzjami i że coś, co jest dla mnie ważne, nie musi być w równym stopniu ważne dla innych. Nie rozumiałam, że można postępować inaczej, a każde odstępstwo od tego oceniałam. To, że lojalność mam tak wysoką to jest dobre, bo każda wartość jest dobra. Ale odkąd wiem, że to ona napędza moje działania i że są też inne, różne wartości, jak uczciwość, równość czy niezależność, to inni mogą podejmować zupełnie inne decyzje. A podejmując je, wcale nie chcą mi uprzykrzyć życia, tylko podejmują je w zgodzie z tym, w co oni uznają za słuszne.

Zrozumiałam również, że to, że ja się kieruję jakąś wartością nie oznacza, że tak jest i tyle. Kiedy jestem tego świadoma, zatrzymuję się i zastanawiam, czy to jest to, czego zespół właśnie potrzebuje, czy to jest dobre również dla innych. Chcąc czy nie chcąc, skoro jestem w danym zespole, to obowiązuje mnie wspólny cel (o 5 zasadach pracy zespołu pisałam w „Evereście lidera”) i zwyczajną też przyzwoitością byłoby zauważenie drugiego człowieka, z którym pracuję. Dziś wiedząc, że naturalnie przychodzi mi odwoływanie się do ustaleń i mogę być w tych kwestiach uparta, to też wiem, że praca z innymi wymaga elastyczności. I we wspomnianej sytuacji, wiedząc to dziś wszystko o sobie, powiedziałabym: „Rozumiem, że projekt wymaga przesunięcia konsultanta. Dla mnie trzymanie się ustaleń jest bardzo ważne, stąd chciałabym, abyśmy sobie potwierdzili bardzo konkretnie, w jakim terminie dana osoba będzie pracować dla innego działu i dodatkowo, chciałabym cię prosić o to, abyś o zmianach w ustaleniach mówił mi, jak tylko dowiesz się o nich. Pozwoli mi to również przygotować zespół na zmianę. Czy możemy się tak umówić?”. Jak widzisz, nie zagrzebuję tego, co dla mnie ważne. Komunikuję, jakie zachowania są dla mnie istotne, bo druga strona wcale nie musi mieć tak samo właśnie z uwagi na różne wartości. Nie rezygnuję z wierności swojej lojalności, ale ona nie może być również wymówką dlatego, abym trwała przy swoim tylko dlaczego, że to dla mnie ważne, jeśli na przykład pomoże to całemu zespołowi czy firmie w realizacji naszych celów.

Perfekcjonista w nowej pracy. Przerażenie i akt odwagi!

Cześć! Nazywam się Julia i kilka tygodni temu dołączyłam do zespołu EFFECTIVENESS. Chciałabym podzielić się z Tobą moją historią (wcale nie było lekko) i wnioskami, jakie wyciągnęłam. Zdradzę od razu, że „zosiosamosiowanie” nie zawsze wychodzi na dobre. Koniecznie przeczytaj dalej, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło…

W końcu powiedziałam: „Ania, najpierw mówisz jedno a potem zupełnie coś innego, więc skąd mam wiedzieć, czego naprawdę oczekujesz?”

Usłyszałam: „Cieszę się, że mi to mówisz! Już tłumaczę!”

Uff… Nie taki diabeł straszny… Kilka dni temu pierwszy raz odważyłam się powiedzieć, co mi nie pasuje i przez co się gubię. Dlaczego tak późno? Szczerze mówiąc, bałam się (raz, że Ania jest wymagająca i komunikuje się bardzo wprost – styl D – a dwa… za chwilę Ci zdradzę).

Po tym akcie odwagi poczułam się oczyszczona! W wielu sytuacjach zawodowych wydawało mi się, że nie mogę sprostać wymaganiom, że to nie jest miejsce dla mnie. Może znasz to uczucie, kiedy najchętniej rzuciłbyś wszystko, bo po prostu Ci nie wychodzi. Ale okazuje się, że umiejętność pracy nad sobą i w ogóle uświadomienie sobie, że ZAWSZE jest nad czym pracować, może wiele zmienić!

Na etapie rekrutacji zrobiłam badanie D3. W raporcie przeczytałam jakby swoją charakterystykę, jakby ktoś, kto mnie zna od lat, usiadł, zastanowił się i spisał wszystkie cechy i zachowania, które u mnie zaobserwował. Wynik raportu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo nagle pojawiło się wyjaśnienie moich pewnych zachowań.

Mój styl: PERFEKCJONISTA (C-DISC, Realizator jako rola zespołowa i Wiedza jako najsilniejszy motywator)

Bo ja, perfekcjonista, wszystko chcę zrobić jak najlepiej! Cenię sobie dokładność, porządek, spokój. Jeżeli czyta to jakiś perfekcjonista, to pewnie potwierdzi, że nawet długopisy na biurku czy szklanki w szafce muszą być ustawione pod linijkę. I nie daj Bóg, żeby skarpety w szufladzie nie były ułożone zgodnie z paletą kolorów! 😉 Nienawidzimy błędów i co więcej, jesteśmy wrażliwi na krytykę!

Nowa praca, nowe wyzwania, prawdopodobieństwo popełnienia błędu? Duże. Każdemu zadaniu chciałam sprostać, nie zadając przy tym za dużo pytań. Wydawało mi się, że przecież muszę to wiedzieć, a kolejne pytanie może być potwierdzeniem, że się nie nadaję do tej pracy. Właśnie tu pojawia się ZOSIOSAMOSIOWANIE! I co się stało? Pierwszych kilka dni, mnóstwo błędów i to wcale nie takich błahostek! Możesz sobie wyobrazić, jak się czułam i jak bardzo zostałam wystawiona na próbę z tym moim całym perfekcjonizmem. Wszystko dusiłam w sobie, zamiast po prostu zadawać pytania. Nieźle sobie tym nagrabiłam.

Dzięki Bogu, że Ania wiedziała jak ze mną rozmawiać, znając mój profil. Ja, perfekcjonista, byłam w rozsypce, tej emocjonalnej. Myślę, że użycie sformułowania, że te wszystkie porażki wjechały mi na ambicję, jest jak najbardziej na miejscu. Zawsze starałam się pozostać w strefie komfortu, więc wcześniej, nie musiałam stawiać im czoła. Ale ten moment musiał nadejść, szkoda tylko, że od samego początku, nie słuchałam Ani i Marceliny:), które tyle powtarzały, że gdybym tylko miała jakieś pytania, mam pytać! One dobrze wiedziały, jaka jestem, więc zdawały sobie też sprawę, jakiego wsparcia potrzebuję. Tylko nie wiedzieć czemu, ja, perfekcjonistka, odrzucałam trochę to wsparcie, czego oczywiście żałuję. Całe szczęście, że błędy są nie tylko po to, aby je popełniać, ale też żeby się na nich uczyć!

Dzięki wsparciu dziewczyn, zaczęłam mocno nad sobą pracować. Perfekcjonizm jest w porządku, ale wiadomo, jak ze wszystkim, co za dużo to nie zdrowo. Po tych 3 tygodniach, w moim dzienniczku, spisałam sobie parę ważnych lekcji. Chciałabym się tym z Tobą podzielić, bo kto wie, być może w obliczu nowych wyzwań też stawiasz na ZOSIOSAMOSIOWANIE, albo przeżyłeś parę porażek, po których ciężko było się podnieść.

Lekcja 1- KTO PYTA, NIE BŁĄDZI. Niby banalne i oczywiste, ale gdyby tak się nad tym głębiej zastanowić…Nie boisz się zadawać pytań? Na pewno? Nie boisz się tego, że ktoś uzna, że Twoje pytanie jest nieprofesjonalne i niekompetentne? Być może jesteś w tej grupie osób, którym przychodzi to z łatwością (zazdroszczę!) Ale jeżeli nie, to pozostaje tylko pracować nad sobą!

Lekcja 2- BĄDŹ SOBĄ. Kolejny banał, który słyszymy na każdym kroku, ale czy chociaż raz zastanowiłeś się, co to oznacza? Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, czy robisz wszystko w zgodzie ze sobą. Kiedy miałam gorszy dzień, Ania powiedziała: Jula, bądź sobą. Dałaś się nam już poznać jako prawdziwa Ty i nie musisz się zmieniać. Bądź najlepszą wersją siebie i nie wstydź się tego, bo jesteś naprawdę dobra! Niby parę słów, ale czasem potrzeba, żeby ktoś po prostu wypowiedział to na głos. Bądźmy sobą!

Lekcja 3- BĄDŹ DLA SIEBIE DOBRY/DOBRA. Nie piętnuj się na każdym kroku, że coś robisz źle. Nic Ci to nie da. Po co rozpamiętywać to, co było. Stało się, zauważasz swój błąd, wyciągasz lekcję, idziesz dalej. Każde doświadczenie w życiu na coś nam się przydaje. Gdyby nie błędy, to gdzie byśmy byli? Szanuj siebie. Po prostu :).

Nie wychodź z założenia „JESTEM TAKI JAKI JESTEM I TRUDNO”. Z każdym dniem pracuj nad sobą i z szacunkiem komunikuj swojego potrzeby! Co najważniejsze, pamiętaj: „Zosiosamosiowanie” nie zawsze wychodzi na dobre.