Archiwa tagu: Przywództwo

Jak krytykować z klasą?

Jesteśmy krytykowani – przez szefów, partnerów, znajomych i uwaga, nierzadko sami sobie nieźle „dokładamy”. A w dobie rozwiniętych technologii mam wrażenie, że o tę krytykę w stosunku do innych jeszcze łatwiej – bo nie trzeba spojrzeć w oczy, wystarczy napisać wiadomość lub zostawić post w social media i po sprawie, a niech ma, a niech wie, jaki jest, a niech sobie myśli, co chce, a niech wreszcie zacznie myśleć i działać inaczej, a niech pozna moje zdanie, bo przecież wokół mówią: „Nie trzymaj w sobie tego, co myślisz, mów o swoich uczuciach” etc.

Jesteśmy krytykowani i mniej lub bardziej sami krytykujemy. Nie zamierzam dziś wybielać krytyki, bo uważam, że wybielania nie potrzebuje. Krytyka sama w sobie jest dobra, o ile udzielasz jej z właściwych powodów, we właściwym czasie i we właściwy sposób. Podzielę się z Tobą nie tyle książkową wiedzą, a tym, czego doświadczenie i praca z mądrzejszymi ode mnie w tym temacie mnie nauczyła.

Po co krytykować?

Ciekawe, że kiedy pytam na szkoleniach czy w czasie konsultacji wyników badania kompetencji, kiedy powinniśmy krytykować, to często słyszę, że zawsze wtedy, kiedy ktoś na to zasłużył. A kiedy dopytuję, kiedy powinniśmy doceniać, to słyszę, że wtedy, jak ktoś SZCZEGÓLNIE na to zasłuży. Z tym docenianiem to też podobno trzeba uważać, żeby nie robić tego za często, aby się innym w głowie nie przewróciło. Bo jak to później odkręcić? – ach te nasze dylematy…

Osobiście nie znajduję argumentu za tym, dlaczego krytykować miałabym zawsze a doceniać w wyjątkowych sytuacjach. Przekonałam się, że ani od jednego, ani od drugiego warto nie stronić, bo ma ogromną siłę, jeśli stoi za tym właściwy cel. A tym celem jest to, aby pomóc drugiej stronie się rozwinąć, spojrzeć na sprawę z innej perspektywy (tak, docenienie też temu może służyć!). Dziś skupię się tylko na tym…

… jak krytykować?

Należę do osób dość porywczych, które naturalnie szybko reagują na sytuację (styl D). Stąd przez lata jeśli uważałam, że ktoś coś źle zrobił, to długo nie musiał czekać na informację z mojej strony. Argumenty też bez problemu znajdowałam w mojej głowie, bo mam łatwość wyłapywania tego, co jest nie tak, co można poprawić (styl sumienny – C). Dawałam upust swoim emocjom (bo podobno nie można ich w sobie tłamsić), ale czy za tym szła jakakolwiek trwała zmiana w zachowaniu drugiej strony? Wątpliwe. Celowo wskazałam na trwałą zmianę, bo to że ktoś ze strachu lub dla świętego spokoju coś na chwilę zmieniał, to żadne osiągnięcie. To moje krytykowanie nierzadko kończyło się też tym, że druga strona obrażała się na amen. Dziwiło mnie to, bo żeby było jasne, nie miałam złych intencji.

Dziś zanim otworzę usta lub rozpocznę pisanie maila, odpowiadam sobie na pytanie: Po co to robię? Jaki mam cel? Jeśli moją intencją jest to, aby wytknąć błąd, wskazać niedociągnięcie, to w tym momencie nie robię tego. Powstrzymuję się również, kiedy czuję, że emocje we mnie mało nie eksplodują. Poważnie. Przechodzę do innego zadania, włączam głośno muzykę, idę na spacer albo sprzątam, jeśli jestem w domu. I nie… nie zamierzam tego odpuszczać, wrócę do krytyki, ale daję sobie czas na to, aby się wewnętrznie uspokoić. W dzienniku, w którym zapisuję lekcje z popełnionych błędów, mam zapisane: „Jak jestem wkurzona, nie piszę, nie dzwonię. Daję sobie czas na to, aby uspokoić emocje”. To jest jedno z najtrudniejszych ćwiczeń, które wykonuję, bo CZEKANIE jest wbrew mojej naturze. Zagryzam jednak zęby, bo się przekonałam nie raz, że jest to najbardziej skuteczna strategia ku temu, aby konstruktywnie skrytykować – nazwać to, na co nie mam zgody, z czym mi źle, czy mówiąc wprost: na co jestem wściekła. To przeczekanie pomogło mi też wielokrotnie zweryfikować, czy wszystko, za co chcę skrytykować, jest tego warte. Okazywało się, że kiedy moje wysokie standardy się odzywały, mogłam zwyczajnie przesadzać z oczekiwaniami względem drugiej strony. Uczę się spuszczać z tonu, odpuszczać tam, gdzie to odpuszczenie jest możliwe – nie wywoła trzęsienia ziemi, a jedynie pozwoli innym się potknąć, ale i dzięki temu otrzepać kolana i wstać silniejszym.

W innych przypadkach, kiedy czuję, że krytyka jest zasadna, to jak już zejdzie ze mnie napięcie, to myślę sobie o tym, jak mam to powiedzieć, aby zrealizować cel, czyli:

– znaleźć rozwiązanie w trudnej sytuacji a nie dłubać w tym, co nie wyszło

– pomóc wyciągnąć lekcje z popełnionego błędu zamiast pięć razy potwarzać to, że jak tak można, że tak się tego nie robi itd.

W jednym i drugim przypadku:

  1. wskazuję na to, co się stało, co było złe, z czym się nie zgadzam (wskazuję na konkretne zachowania), ale koncentruję się na PRZYSZŁOŚCI, na tym, co wspólnie mamy zrealizować i jakie mam wobec tego oczekiwania lub czego może ta osoba nauczyć się, uznając to, co zrobiła źle;
  2. trzymam się swojego terytorium, co oznacza, że nie wytykam, jaki ktoś jest beznadziejny, jak zawalił, jak mu brakuje profesjonalizmu a mówię o tym, co mi to robi: jestem zła, nie akceptuję tego, nie zgadzam się na to, jestem rozczarowana itp.

Podam Ci przykład. W ostatnim czasie jeden z podwykonawców chyba mnie testował permanentnym niedostarczaniem pracy w terminie, choć wcześniej wskazałam, że terminowość to mój czuły punkt. W jednym z najważniejszych projektów kolejny raz nie otrzymałam raportów na czas. Usłyszałam, jak są obłożeni pracą i nie rozumiem, ile wykonanie tych konkretnych analiz może zająć czasu. Na przerzucanie na mnie odpowiedzialności jestem wyczulona i już miałam pisać maila, ale… zatrzymałam się. Tego dnia chyba poszłam na szybki spacer i wróciłam do nich z wiadomością po godzinie. Ten czas wystarczył na to, aby bez emocji opisać sytuację: „Kolejny raz otrzymałam raport z błędami i dostałam go dopiero, kiedy się o niego upomniałam. Nie akceptuję tego, szczególnie, że przed rozpoczęciem projektu spotkaliśmy się, aby dopiąć szczegóły i potwierdzić oczekiwania. Jestem zła, bo ja się wywiązuję z każdego naszego ustalenia, w tym waszych oczekiwań co do terminu płatności. Od was oczekuję tego samego. Poprawny raport potrzebuję otrzymać do południa. Jakie widzicie rozwiązanie w tej sprawie?”.

Kiedyś, jako trener, uczyłam konkretnej techniki udzielania krytyki. Dziś wiem, że to nie kolejność słów jest ważniejsza a to, aby krytykować z właściwych powodów, szanując siebie, ale i drugą stronę, szukać rozwiązań, pomagać wyciągać lekcje a nie przesadnie skupiać się na problemach i błędach. Co druga strona z tym zrobi? Na to nie mam 100% wpływu, bo ja i moje reakcje to jedyne, na co mam wpływ. Obserwuję jednak, że moja spokojna krytyka, już bez emocji, zatrzymuje, inspiruje do tego, aby spojrzeć na nią nie jak na zagrożenie, a przestrzeń do zmian i rozwoju.

Jak być liderem? Oto 6 lekcji z mojego pobytu w Polsce

Właśnie wróciłam do mojego drugiego domu, do USA, po prawie miesiącu w Polsce. W mediach, na licznych spotkaniach opowiadałam o mojej książce „Everest lidera”, o tym, jak być liderem w tym, co robisz, aby być liderem swojego życia. To był bardzo wzruszający czas, bo światło dzienne ujrzała książka, na którą doświadczenia zbierałam 36 lat!

Ale to był przede wszystkim bardzo poruszający czas, bo przekonałam się, jak potrzebujemy wsparcia, jak wielu z nas jest przytłoczonych codziennymi obowiązkami, oczekiwaniami, niewyjaśnionymi sytuacjami w pracy, emocjami, które za chwilę chciałyby eksplodować i nie za bardzo wiemy, co z tym zrobić; doświadczyłam, jak gdzieś w środku potrzebujemy zmian, ale nie zawsze mamy odwagę zrobić ten PIERWSZY krok… lub po prostu nie wiemy, od czego zacząć i gdzie szukać wsparcia.

A że z każdego doświadczenia staram się czegoś nauczyć, oto 6 lekcji o byciu liderem, które wyniosłam dla siebie:

LEKCJA 1. Wciąż powszechnie myślimy, że lider to szef. Nic bardziej mylnego. Lider to osoba, która podjęła decyzję o tym, że jej życie nie będzie tak po prostu przeciekało przez palce, ale że będzie żyć po to, aby dać z siebie światu i ludziom wokół to, co ma w sobie najlepsze.

LEKCJA 2. Masz prawo do tego, aby w Twoim życiu działy się wielkie rzeczy. Te wielkie rzeczy zaczną się dziać, jeśli uwierzysz, że to może się zadziać i że na to zasługujesz – tak, właśnie Ty. Jesteś tak samo wartościowy jak każdy inny, chociaż jesteś tak różny od innych. Nie myśl, że to brzmi jak bajka, ja mówię o tym, czego sama doświadczam na co dzień i mówię o Twoim życiu, które właśnie się dzieje.

LEKCJA 3. To jaki jesteś, jest dobre. Bądź dla siebie łagodny, jak troskliwy rodzic. Tak wiele „batów” dostajemy na co dzień od innych, więc chociaż Ty sam bądź dla siebie dobry i wyrozumiały.

LEKCJA 4. Człowiek jest z natury dobry a nie perfekcyjny, stąd nie bądź dla siebie zbyt surowy, kiedy czegoś nie umiesz (są kompetencje, które musisz nabyć, np. bycie skutecznym szefem, jak być liderem), ale i bądź pokorny wobec tego co wiesz (bo z pewnością właśnie dziś jest coś nowego, czego możesz się nauczyć a w tym, co inni do Ciebie dziś mówią, na pewno jest coś, co może zmienić Twoją perspektywę patrzenia na rzeczywistość i ludzi).

LEKCJA 5. To nie opinie innych o Tobie mają budować Twoją wartość a to, co Ty o sobie wiesz.  Poznaj swoje mocne strony (a każdy je ma), to, co dobrego wnosisz do zespołu i nie zapominaj o tym szczególnie wtedy, kiedy wokół strzelają pioruny (ten krótki kwestionariusz pomoże Ci w diagnozie tego, co w Tobie dobre!). Rozwijaj swoje mocne strony, to dawaj z siebie innym, nie siłuj się na to, aby wykazać się w każdej dziedzinie. To po prostu niemożliwie!

LEKCJA 6. Ucz się tego, jak być liderem, zdobywaj swój Everest, codziennie! Poznawanie siebie i tego, jak pozytywnie możemy oddziaływać na innych to fascynująca przygoda!

O pracy zespołowej, która pozwala sięgać po złoty medal…

Od kogo mamy się uczyć o byciu liderem i takiej pracy zespołowej, która pozwala sięgać po złoty medal, jak nie od samych mistrzów? Nie tak dawno przeprowadziłam rozmowę z Robertem Korzeniowskim, która będzie częścią mojej książki „Everest lidera. O wartościach, silnym zespole i skutecznym przywództwie” (na rynku od 5 maja).

Jak to jest zdobyć kilka razy Everest – w Pana przypadku mistrzostwo świata w chodzie – i być chyba najbardziej utytułowanym polskim sportowcem, jeśli chodzi o tytuł mistrza olimpijskiego?

Rzeczywiście, zdobyłem tyle złotych medali, ile mogłem zdobyć i mam poczucie bycia bohaterem jakiejś niezwykłej opowieści, nawet bajki, bo to wydaje się naprawdę niewiarygodne. Kiedy sięgam pamięcią do dzieciństwa, nic nie wskazywało na to, że tyle uda mi się osiągnąć w sporcie.

Czyli nie urodził się Pan z poczuciem, że będzie Pan mistrzem świata? Czytaj dalej O pracy zespołowej, która pozwala sięgać po złoty medal…

Z czym zostaniesz bez twardych kompetencji?

Wyobraź sobie, że pewnego dnia zabiera Ci się wszystkie Twoje kompetencje twarde, wszystkie Twoje dotychczasowe osiągnięcia, które za nimi stoją. Z czym zostajesz? Jak dziś ocenisz jakość swojej komunikacji – to w jaki sposób rozmawiasz z pracownikami, klientami, jak budujesz z nimi relacje? Jaką masz strategię na dobór argumentów w rozmowie? Jak bardzo potrafisz zapalać zespół do tego, aby chciał dawać z siebie jeszcze więcej? A może inaczej – co wiesz o swoich kompetencjach miękkich, co wiesz o swoim stylu liderskim, co jest Twoją niekwestionowaną mocną stroną a z czym może nie najlepiej sobie radzisz? Jak dużo wiesz o tym, co Cię motywuje do tego, aby chcieć dawać z siebie jeszcze więcej?

To naturalne, że kolejne lata doświadczenia niosą ze sobą rozwój kompetencji twardych, ale co robisz, żeby każdego roku rozwijać swój potencjał w tym miękkim obszarze, przynajmniej tak samo ważnym w realizacji celów jak kompetencje twarde? Wiele razy już pisałam o tym, czym jest dla mnie leadership, ale dziś chciałabym zostawić Cię po prostu z pytaniem: z czym byś został, gdybyś miał dziś do dyspozycji tylko swoje kompetencje miękkie? Jak blisko byłbyś realizacji swoich celów? Co zamierzasz w tym kierunku zrobić?

Co wiesz o swoich kompetencjach miękkich

Dobrego dnia!

Ania

p.s. A gdybyś chciał wiedzieć, jaka jest prosta i sprawdzona strategia na podniesienie swojej skuteczności z wykorzystaniem kompetencji miękkich, napisz do mnie: asarnacka@effectiveness.pl

 

W biznesie liczy się człowiek – co za bzdura!? Czy o tym, jak zwalniamy pracowników…

Jestem zła… W ciągu 5 dni roboczych dotarła do mnie wiadomość od 3 klientów o tym, że zostali w brutalny sposób zwolnieni z firmy po latach współpracy lub jak w ich firmie odwołuje się tych, którzy budowali ją przez lata, stali za jej wartościami a wystarczyły 2 miesiące, kiedy wynik finansowy nie został zrealizowany i po prostu im podziękowano, nawet bez słowa wyjaśnienia. I te 3 właśnie osoby zapytały mnie, o co chodzi, czy są jeszcze firmy, dla których naprawdę liczy się człowiek a nie „Excel”, które stać na otwarte, szczere powiedzenie, „o co chodzi”, że „mam kogoś innego” w miejsce prowadzenia jakiejś gry? (Nie, nie należę do idealistów, wiem, co znaczy mieć zespół i cel sprzedażowy; nie łudzę się, pracuję po to, żeby m.in. zarabiać – ja i firma, i dobrze mi z tym.). Wciąż czuję złość, bo nie ma we mnie zgody na przedmiotowe traktowanie drugiego człowieka. Nie ma…

To mnie smuci, ale jest też coś, czego nie rozumiem…Kiedy opowiadam o naszych praktykach w Stanach, bo pracuję na dwóch kontynentach, to za każdym razem słyszę: „Ania, ale przecież to nie ma sensu, przecież my się 15 lat temu przekonaliśmy, że bez człowieka i należnego mu szacunku, zrozumienia jego potrzeb, motywacji, nie sprzedamy tak dużo, jak możemy sprzedać, przecież to nie ma sensu”. Tak, to nie ma sensu – odpowiadam…

Smutne jest to, że przeznaczamy niemałe budżety na definiowanie wartości firmy, programy służące podniesieniu zaangażowania pracowników, a nie robimy tego, co nie kosztuje ANI złotówki – mam na myśli: uczciwość, odwaga mówienia tego, „jak jest” (bo przecież nie każdy musi nam odpowiadać w firmie i w danym momencie).

Co się musi wydarzyć, żebyśmy tak NAPRAWDĘ zrozumieli, że za sukcesem firmy stoją LUDZIE? Przestańmy się oszukiwać, że to produkt, strategia sprzedaży. Przestańmy się oszukiwać, bo za tym produktem i strategią oraz jej sprzedażą stoją LUDZIE. Przestańmy narzekać na to czy inne pokolenie, na ich brak zaangażowania, a poznajmy ich potrzeby i motywacje (temu służy badanie D3), spójrzmy na to, co my z siebie dajemy, jak traktujemy pracowników, jak bardzo i czy w ogóle próbujemy zrozumieć ich potrzeby czy motywacje, jak się z nimi rozstajemy. Przecież to my ich zaprosiliśmy do współpracy, więc chyba nie bez znaczenia jest to, jak ich traktujemy?

To nie osiągnięcia czynią Cię liderem a siła charakteru

Dużo myślę, czytam, rozmawiam o tym, kim jest lider, co jest miarą tego, że ktoś może zasłużyć na to miano. Jedno wiem na pewno. To nie osiągnięcia czynią Cię liderem, a siła charakteru. Nie to, ile masz pieniędzy na koncie, jak wielu klientów zdobyłeś, ile nowych projektów zrealizowałeś, ale to, jakimi wartościami kierujesz się w życiu i czy jesteś im wierny. Liczy się to, jak bardzo trwasz przy swoich wartościach, nie tylko wtedy kiedy jesteś na szczycie, ale szczególnie wtedy, kiedy życie rzuca Ci przysłowiowe kłody pod nogi, tak w sferze zawodowej, jak i prywatnej. Od tego czy wytrwasz, jakie lekcje wyniesiesz z tego, by z tych doświadczeń skorzystać i wyjść jeszcze silniejszym zależy to, ile tak naprawdę jest w Tobie lidera.

Jeżeli czujesz, że coś jest dla Ciebie ważne, nadaje kierunek Twoim działaniom, to nie rezygnuj z tego, nawet wtedy, kiedy wokół słyszysz, że trzeba działać inaczej, że takie podejście Ci się nie opłaci. Może i „dziś” się nie opłaci, ale warto być temu wiernym, aby na koniec dnia poczuć, że jesteś wolny, że masz odwagę działać w zgodzie z tym, co jest dla Ciebie ważne, że to Ty wyznaczasz kierunek, w którym zmierzasz. Przyglądaj się innym, ale słuchaj SIEBIE. I wcale to nie oznacza, że uchronisz się przed tymi, którzy zechcą Cię wykorzystać, przekraczać granice tego, na co się umawiacie. Wówczas te granice jeszcze mocniej wyznaczaj, ale nie rezygnuj z tego, dzięki czemu czujesz, że to co robisz, ma znaczenie.

p.s. A gdybyś chciał zdiagnozować, co jest Twoją wartością, co jest dla Ciebie ważne i w czym tkwi Twój potencjał, zrób badanie kompetencji D3. Jestem do Twojej dyspozycji, gdybyś chciał później przeanalizować swój raport.

fot. maciaga.pl

Tata dwulatka z lekcją o byciu liderem

Jak ja lubię takie niepozorne momenty, kiedy niespodziewanie czegoś się uczę o byciu liderem i czym się mogę za chwilę podzielić. Często jeżdżę rowerem w parku, w którym mogę w przerwie usiąść na wygodnej ławce i poprzyglądać się ludziom. Dziś trafił mi się uroczy widok. Oto młody tata i jego dwuletni syn, który za wszelką cenę chce prowadzić wózek. Słyszę zdecydowane: „Tata, ja sam!”. Po chwili wózek wędruje w każdą możliwą stronę, na co tata reaguje, mówiąc: „Bardzo dobrze Ci idzie, naprawdę jestem z Ciebie dumny”, a kiedy chłopczykowi wózek wymyka się ze ścieżki, dodaje: „Teraz tylko przez chwilę pomogę Ci prowadzić, ale widzę, że dobrze Ci idzie”. Błysk w oczach dziecka i uśmiech były bezcenne, jakby chciały powiedzieć: „Zobaczysz, następnym razem zrobię to jeszcze lepiej”.     Czytaj dalej Tata dwulatka z lekcją o byciu liderem

Czy ocena pracownika musi być stresująca? – Polskie Radio Rzeszów

Czy każda ocena pracownika musi być stresująca?

Dlaczego dużo łatwiej przychodzi nam krytyka innych niż konstruktywna pochwała?

Jak doceniać pracownika, aby on się czuł doceniony?

Odpowiedzi na te pytania udzieliłam w wywiadzie, który przeprowadziła ze mną Pani Alina Pochwat-Cicha (audycja „Między nami”, Polskie Radio Rzeszów).

Zapraszam do wysłuchania rozmowy!

PR Rzeszów

Człowiek uczy się na błędach? Tak i nie!

Setki lub tysiące razy słyszałeś, że „człowiek uczy się na błędach”. I rzeczywiście, kryje się w tym ogromna mądrość, bo doświadczając czegoś a nie tylko temu się przyglądając, możesz wyciągnąć z danej sytuacji własne wnioski i następnie wdrożyć je w życie. Celowo piszę, że MOŻE się to wydarzyć, bo do tego jest potrzebna Twoja decyzja, że naprawdę będziesz chciał coś z tych błędów wynieść. Czytaj dalej Człowiek uczy się na błędach? Tak i nie!

Zachować spokój – kompetencje ważne nie tylko w kryzysie!

Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam się uczyć (w szkole – tak, tak!, na studiach i później w pracy) i stąd szukałam dodatkowych kursów, szkoleń, dzięki którym dowiem się czegoś więcej o sobie,  innych, o świecie, podniosę swoje kompetencje. Ostatnio, z różnych przyczyn, skończyłam kurs resuscytacji. Powód, na którego o nim wspominam, to nie tylko zdobycie praktycznej umiejętności udzielenia pomocy, ale na tym szkoleniu nauczyłam się czegoś jeszcze, czegoś na pewno użytecznego w codzienności zawodowej. Czytaj dalej Zachować spokój – kompetencje ważne nie tylko w kryzysie!