Archiwa tagu: featured

Ocenianie – dlaczego wciąż to robimy i jak sobie z tym poradzić? Oto challenge umysłu

Autorką tego tekstu jest Julia Góra, którą mamy zaszczyt mieć w zespole EFFECTIVENESS. Jula jest autorką tekstów na tym blogu w kategorii: spełnienie.

Zdarzyło Ci się przyłapać swój umysł na tym, że patrząc na kogoś, myślisz wpierw o tym, co ten ktoś ma nieidealne? Obserwujesz osoby w pracy czy w drodze do pracy i w głowie tylko masz to co negatywne? Jeśli choć na jedno pytanie padła odpowiedź TAK, ten tekst jest dla Ciebie!

Podróżując metrem, rozładował mi się telefon, więc musiałam w końcu odkleić wzrok od tego małego, przebiegłego ustrojstwa. Wyczekując stacji docelowej, podniosłam wzrok i zawiesiłam go tam, gdzie akurat coś przykuło moją uwagę. Złapałam się na tym, że patrząc na moich współtowarzyszy podróży, zaczęłam ich oceniać. Nie myślałam o niczym innym, tylko o tym, jak można ubrać się tak a nie inaczej albo jak można założyć takie buty do takiej kurtki. Znasz to? W pewnym momencie zaczęło to być bardzo męczące i zwyczajnie denerwowało, bo ja, osoba, której zależy na pozytywnym myśleniu i rozsiewaniu wokół raczej radości, byłam wtedy bardzo negatywna. Pomyślałam sobie, że taka postawa może być gubiąca i stać na przeszkodzie do doceniania małych rzeczy w szarej rzeczywistości. I wtedy starsza pani, ta która nie wyglądała jak z okładki kolorowego magazynu, głośniej się zaśmiała i otworzyła mi tym samym oczy. Za tymi, tak bardzo według mnie niepasującymi do siebie ubraniami, zobaczyłam człowieka. Bardzo radosnego człowieka, który pomimo swojego wieku potrafi się tak spontanicznie ucieszyć.

Ale po co ja to właściwie piszę? Chodzi mi o to, że w dzisiejszym świecie przywykliśmy do oceniania i wydawania osądów, jakbyśmy mieli pełne prawo mówić o kimś źle. Ale czy po paru wymienionych zdaniach, mailach czy spojrzeniach jesteśmy w stanie stwierdzić, kim naprawdę jest ten drugi człowiek? To co mamy do zaoferowania, kryje się w nas, tam w środku i zwykle potrzeba czasu i zainwestowania w relację, aby to odkryć. Swoją oceniającą postawą można zranić ludzi wokół, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Siedząc na spotkaniu, powiesz do kolegi obok: „Matko, co on znowu bredzi. Chyba zwariował…” albo skomentujesz: „Jak można zostawić stos brudnych naczyń na biurku?! Koniec świata!”. Ciebie kosztuje to całe nic, ale drugą osobę nawet takim niby niewinnym tekstem możesz dotknąć. Kto wie, może dziś ma dzień, w którym już nic negatywnego nie jest w stanie udźwignąć? Nie znasz jej historii, stąd najlepszym rozwiązaniem jest czasem się powstrzymać i nie mówić nic…?

Ocenianie – komu to przychodzi z łatwością?

Znam osoby (czyli szczególnie styl zachowania C w modelu DISC), które pomimo tego, że robią coś, co naprawdę podoba się setkom ludzi, to i tak jak dostaną chociaż jeden negatywny komentarz, przez cały dzień zastanawiają się, co zrobili źle, że właśnie tej osobie to się nie spodobało. Ta rzesza ludzi, która kibicuje i motywuje do działania, idzie trochę w odstawkę, bo cały umysł ogarnia ten jeden hejt. Co tu kryć, ja też należę do takich ludzi, czyli zawsze widzę przestrzeń, w której mogłam zrobić coś jeszcze lepiej, inaczej i potem tylko siedzę i się zadręczam. Wiem, jak nie lubię oceniania. Rzucone ot tak, bez pokrycia, może zaboleć… I też dlatego wiem, jak bardzo należy pracować na sobą, żeby innym nie robić tego samego. O ile przyjemniej będzie nam w takiej pracy, w której nie czujemy się oceniani (czym innym jest konstruktywna krytyka) i możemy zachowywać się swobodnie, niż w takiej, gdzie ktoś obserwuje każdy nasz ruch, by przyłapać na tym, co nam nie wyjdzie?

Ocenianie – tego można się oduczyć, czyli challenge umysłu

Zauważ, że projekt, który leży na biurku, nie spojrzy krzywo i nie powie, że masz brzydki makijaż, czy że Twój krawat znów nie pasuje do koszuli. To powiedzą ludzie, więc środowisko jakie sobie stworzymy, zależy tylko i wyłącznie od nas. Dlaczego chociaż nie postarać się działać dla wspólnego dobra? Nie jest prosto, wiem to, ale nie znaczy, że mam rozłożyć ręce i czekać, aż ktoś inny zrobi piewszy krok.  Właśnie dlatego wprowadziłam w życie challenge umysłu, żeby nigdy nie być tym jednym hejtem, który tak bardzo potrafi namieszać w życiu innych.

Głęboko wierzę, że 10 dni wystarczy na zmianę nawyku, choć wiele teorii mówi, że potrzeba na to 3 tygodni. Ocenianie innych to nic innego jak kolejny nawyk; więc tak jak go nabywamy, tak samo można się go oduczyć. Żeby ograniczyć liczbę negatywnych myśli i komentarzy, prowadziłam swój challenge umysłu przez właśnie 10 dni. Postawiłam sobie wyzwanie. Jak tylko pomyślę o kimś źle, to w ciągu 5 sekund u tej samej osoby muszę koniecznie znaleźć coś pozytywnego. Po paru takich akcjach złapałam się na tym, że pierwsze co robię, to myślę właśnie o czymś pozytywnym, zanim zdążę się wciągnąć w negatywny tryb. Najtrudniejsze w tym ćwiczeniu jest to, że robisz to sam ze sobą, nawet nic nie wypowiadając na głos. Musisz się więc naprawdę skupić i postarać, a przede wszystkim chcieć coś w sobie zmienić, żeby ten challenge zakończyć długodystansową zmianą!

Zachęcam Cię do challengu umysłu, bo on naprawdę zmienia nasze nastawienie, dzięki czemu jesteśmy spokojniejsi, bo nie zawracamy sobie głowy niepotrzebnymi bzdurami i jesteśmy w stanie skupić się na tym, co istotne:). A ocenianie? Szybko o tym zapomnisz…

Jak krytykować z klasą?

Jesteśmy krytykowani – przez szefów, partnerów, znajomych i uwaga, nierzadko sami sobie nieźle „dokładamy”. A w dobie rozwiniętych technologii mam wrażenie, że o tę krytykę w stosunku do innych jeszcze łatwiej – bo nie trzeba spojrzeć w oczy, wystarczy napisać wiadomość lub zostawić post w social media i po sprawie, a niech ma, a niech wie, jaki jest, a niech sobie myśli, co chce, a niech wreszcie zacznie myśleć i działać inaczej, a niech pozna moje zdanie, bo przecież wokół mówią: „Nie trzymaj w sobie tego, co myślisz, mów o swoich uczuciach” etc.

Jesteśmy krytykowani i mniej lub bardziej sami krytykujemy. Nie zamierzam dziś wybielać krytyki, bo uważam, że wybielania nie potrzebuje. Krytyka sama w sobie jest dobra, o ile udzielasz jej z właściwych powodów, we właściwym czasie i we właściwy sposób. Podzielę się z Tobą nie tyle książkową wiedzą, a tym, czego doświadczenie i praca z mądrzejszymi ode mnie w tym temacie mnie nauczyła.

Po co krytykować?

Ciekawe, że kiedy pytam na szkoleniach czy w czasie konsultacji wyników badania kompetencji, kiedy powinniśmy krytykować, to często słyszę, że zawsze wtedy, kiedy ktoś na to zasłużył. A kiedy dopytuję, kiedy powinniśmy doceniać, to słyszę, że wtedy, jak ktoś SZCZEGÓLNIE na to zasłuży. Z tym docenianiem to też podobno trzeba uważać, żeby nie robić tego za często, aby się innym w głowie nie przewróciło. Bo jak to później odkręcić? – ach te nasze dylematy…

Osobiście nie znajduję argumentu za tym, dlaczego krytykować miałabym zawsze a doceniać w wyjątkowych sytuacjach. Przekonałam się, że ani od jednego, ani od drugiego warto nie stronić, bo ma ogromną siłę, jeśli stoi za tym właściwy cel. A tym celem jest to, aby pomóc drugiej stronie się rozwinąć, spojrzeć na sprawę z innej perspektywy (tak, docenienie też temu może służyć!). Dziś skupię się tylko na tym…

… jak krytykować?

Należę do osób dość porywczych, które naturalnie szybko reagują na sytuację (styl D). Stąd przez lata jeśli uważałam, że ktoś coś źle zrobił, to długo nie musiał czekać na informację z mojej strony. Argumenty też bez problemu znajdowałam w mojej głowie, bo mam łatwość wyłapywania tego, co jest nie tak, co można poprawić (styl sumienny – C). Dawałam upust swoim emocjom (bo podobno nie można ich w sobie tłamsić), ale czy za tym szła jakakolwiek trwała zmiana w zachowaniu drugiej strony? Wątpliwe. Celowo wskazałam na trwałą zmianę, bo to że ktoś ze strachu lub dla świętego spokoju coś na chwilę zmieniał, to żadne osiągnięcie. To moje krytykowanie nierzadko kończyło się też tym, że druga strona obrażała się na amen. Dziwiło mnie to, bo żeby było jasne, nie miałam złych intencji.

Dziś zanim otworzę usta lub rozpocznę pisanie maila, odpowiadam sobie na pytanie: Po co to robię? Jaki mam cel? Jeśli moją intencją jest to, aby wytknąć błąd, wskazać niedociągnięcie, to w tym momencie nie robię tego. Powstrzymuję się również, kiedy czuję, że emocje we mnie mało nie eksplodują. Poważnie. Przechodzę do innego zadania, włączam głośno muzykę, idę na spacer albo sprzątam, jeśli jestem w domu. I nie… nie zamierzam tego odpuszczać, wrócę do krytyki, ale daję sobie czas na to, aby się wewnętrznie uspokoić. W dzienniku, w którym zapisuję lekcje z popełnionych błędów, mam zapisane: „Jak jestem wkurzona, nie piszę, nie dzwonię. Daję sobie czas na to, aby uspokoić emocje”. To jest jedno z najtrudniejszych ćwiczeń, które wykonuję, bo CZEKANIE jest wbrew mojej naturze. Zagryzam jednak zęby, bo się przekonałam nie raz, że jest to najbardziej skuteczna strategia ku temu, aby konstruktywnie skrytykować – nazwać to, na co nie mam zgody, z czym mi źle, czy mówiąc wprost: na co jestem wściekła. To przeczekanie pomogło mi też wielokrotnie zweryfikować, czy wszystko, za co chcę skrytykować, jest tego warte. Okazywało się, że kiedy moje wysokie standardy się odzywały, mogłam zwyczajnie przesadzać z oczekiwaniami względem drugiej strony. Uczę się spuszczać z tonu, odpuszczać tam, gdzie to odpuszczenie jest możliwe – nie wywoła trzęsienia ziemi, a jedynie pozwoli innym się potknąć, ale i dzięki temu otrzepać kolana i wstać silniejszym.

W innych przypadkach, kiedy czuję, że krytyka jest zasadna, to jak już zejdzie ze mnie napięcie, to myślę sobie o tym, jak mam to powiedzieć, aby zrealizować cel, czyli:

– znaleźć rozwiązanie w trudnej sytuacji a nie dłubać w tym, co nie wyszło

– pomóc wyciągnąć lekcje z popełnionego błędu zamiast pięć razy potwarzać to, że jak tak można, że tak się tego nie robi itd.

W jednym i drugim przypadku:

  1. wskazuję na to, co się stało, co było złe, z czym się nie zgadzam (wskazuję na konkretne zachowania), ale koncentruję się na PRZYSZŁOŚCI, na tym, co wspólnie mamy zrealizować i jakie mam wobec tego oczekiwania lub czego może ta osoba nauczyć się, uznając to, co zrobiła źle;
  2. trzymam się swojego terytorium, co oznacza, że nie wytykam, jaki ktoś jest beznadziejny, jak zawalił, jak mu brakuje profesjonalizmu a mówię o tym, co mi to robi: jestem zła, nie akceptuję tego, nie zgadzam się na to, jestem rozczarowana itp.

Podam Ci przykład. W ostatnim czasie jeden z podwykonawców chyba mnie testował permanentnym niedostarczaniem pracy w terminie, choć wcześniej wskazałam, że terminowość to mój czuły punkt. W jednym z najważniejszych projektów kolejny raz nie otrzymałam raportów na czas. Usłyszałam, jak są obłożeni pracą i nie rozumiem, ile wykonanie tych konkretnych analiz może zająć czasu. Na przerzucanie na mnie odpowiedzialności jestem wyczulona i już miałam pisać maila, ale… zatrzymałam się. Tego dnia chyba poszłam na szybki spacer i wróciłam do nich z wiadomością po godzinie. Ten czas wystarczył na to, aby bez emocji opisać sytuację: „Kolejny raz otrzymałam raport z błędami i dostałam go dopiero, kiedy się o niego upomniałam. Nie akceptuję tego, szczególnie, że przed rozpoczęciem projektu spotkaliśmy się, aby dopiąć szczegóły i potwierdzić oczekiwania. Jestem zła, bo ja się wywiązuję z każdego naszego ustalenia, w tym waszych oczekiwań co do terminu płatności. Od was oczekuję tego samego. Poprawny raport potrzebuję otrzymać do południa. Jakie widzicie rozwiązanie w tej sprawie?”.

Kiedyś, jako trener, uczyłam konkretnej techniki udzielania krytyki. Dziś wiem, że to nie kolejność słów jest ważniejsza a to, aby krytykować z właściwych powodów, szanując siebie, ale i drugą stronę, szukać rozwiązań, pomagać wyciągać lekcje a nie przesadnie skupiać się na problemach i błędach. Co druga strona z tym zrobi? Na to nie mam 100% wpływu, bo ja i moje reakcje to jedyne, na co mam wpływ. Obserwuję jednak, że moja spokojna krytyka, już bez emocji, zatrzymuje, inspiruje do tego, aby spojrzeć na nią nie jak na zagrożenie, a przestrzeń do zmian i rozwoju.

Co zrobić, aby w pracy liczył się człowiek?

„Ania, Ty to masz fajny ten zespół…”, „Udały Ci się te dziewczyny…” – w poprzednim tygodniu usłyszałam kilka razy. Przyjęłam to z dużą wdzięcznością, ale i pokorą. Ten tekst nie będzie pieśnią pochwalną na cześć moich pracowników, nic z tych rzeczy. To co usłyszałam, zainspirowało mnie, aby kontynuować temat tego „nieszczęsnego” rynku pracownika. Poniżej zbieram Ci najważniejsze kwestie, do których chcę się ustosunkować, które pojawiły się w wiadomościach, komentarzach po poprzednim wpisie (jest TUTAJ). Otóż:

„Masz taki fajny zespół…” – powiedziałam moim Dziewczynom o tym, jak klienci i współpracownicy się nimi zachwycają. Jestem z nimi szczera, więc dodałam to, co we mnie tam w środku siedziało: „Pewnie, że jesteście fajne, ale tak bym chciała znaleźć sposób na to, aby pokazać, ile my wszystkie wkładamy wysiłku, aby ten zespół był fajny”. Odpowiedziały: „Ania, a jak my codziennie pracujemy nad relacjami między nami…i ile serca dajemy…”. Chcę podzielić się z Tobą oto taką refleksją: zespół ot tak nie jest fajny, nie udaje się… My każdego dnia go budujemy. Zaczęłam od etapu rekrutacji, diagnozując kompetencje pod kątem tego, jakich potrzebuję i z kim zgram się osobowościowo. Rekrutacja nie była przypadkowa, zatem nie trafiły mi się fajne dziewczyny a ja je wybrałam.

Idąc dalej, codziennie – zgadza się: codziennie – pracujemy nad tym, aby ten zespół był efektywny. Znamy swoje mocne strony, ale i ograniczenia. Ja jestem na prawdziwym poligonie: walczę z brakiem cierpliwości, zwolnieniem tempa, bo czasem jest nie do utrzymania przez innych, zmiękczeniem komunikacji. Dziewczyny pracują nad tym, aby skupiać się na rozwiązaniach, nie problemach, wsłuchiwaniu się w to, co mam na myśli, bez zakładania, że chcę skrytykować… Każdego tygodnia podsumowujemy to, co osiągnęłyśmy i w których obszarach, włączając w to relacje między nami i Klientami, chcemy być lepsze. Zatem to nie „americam dream”, to praca w pocie czoła, aby nam ze sobą było dobrze, abyśmy sobie coraz bardziej ufały, rozumiały się a nie oceniały. To setki, tysiące godzin pracy nie tylko nad zadaniami, ale nad relacją, wyjaśnianiem zachowań, których nie rozumiemy, po to, abyśmy te zadania mogły wykonać. To praca każdej z nas, bo każda jest równa w zespole, tylko ma inną funkcję. I każda jest odpowiedzialna za to, jak się nam pracuje ze sobą i co dajemy Klientom. I kiedy wiem, że skuteczny zespół to ciężka praca, w tym szefa, bo przecież ktoś musi modelować pozytywne zachowania, to jest we mnie niezgoda na zakrywanie się niedojrzałością dzisiejszych pracowników…

„Bo pracownicy dziś są tacy niedojrzali…” – spytałam psychologów, jak zdefiniują dojrzałość. Otóż, mówią o poczuciu automonii, odpowiedzialności, rozumianej jako zdolność do zachowania w spójności z uznanymi społecznie normami. I jeśli tak na tę dojrzałość spojrzymy, to czy naprawdę my, starsi, jesteśmy tacy dojrzali? Jak do dojrzałości mają się przemocowe (w tym werbalne) zachowania szefów? Mierzenie wzrokiem w sposób, którego do końca życia nie zapomnisz? Nieszanowanie czasu pracowników? Nieumiejętność usłyszenia tego, co druga strona chce powiedzieć? Brak otwartości na to, że współpracownik może potrzebować innego podejścia? Czyli młodzi są niedojrzali a my wszyscy jesteśmy? Ilu mamy dojrzałych szefów w naszych firmach? Kochani, ja nie bronię młodych, ale zostawmy ich a zajmijmy się sobą, by pomóc im przy nas dojrzewać… Tylko pracując nad sobą, możemy wpływać na nabycie przez innych dojrzałej postawy, pozytywnych zachowań.

„Wszystko fajnie, ale jeszcze daleko nam do tego, aby w korporacyjnym świecie pojawił się człowiek” –   może i daleko, może i nie, nie wiem. Wiem jedno, jak będziemy czekać na zmianę, to możemy jej się nie doczekać. Sama mam na koncie szefów twardszych od muru, jeśli chodzi o zmianę sposobu myślenia. Przestałam spodziewać się zmiany, a zaczęłam ją sama kreować. Dodatkowo, zapytałam Brada, mojego męża, jak na tę kwestię patrzą Amerykanie. Lekko zdezorientowany (bo tak jak uwielbia Polskę, tak trudno mu czasem odnaleźć się w polskiej mentalności), odpowiedział: „A niby dlaczego miałoby się to nie zmienić? Skąd u Was takie przekonanie? Przecież zmiana zależy od szefa i zespołu… Widzisz to tutaj na co dzień…”

A zatem, nie oglądając się na innych, co TY możesz jutro zrobić, aby innym było z Tobą lepiej? Może zapytaj pracownika, co ma dziś w planach i jakiego wsparcia potrzebuje? A może pochwal? A co powiesz na to, że podziękujesz szefowi, że pomógł Ci znaleźć rozwiązanie lub zapytał, jak Ci minął ostatni weekend? Nie czekaj na zmianę, bo jedyne, czego możesz się doczekać, to dodatkowego ciężaru frustracji wobec tego, że się nic nie zmienia… To Ty kreuj zmianę, bo ona się nie zadzieje sama, nie przytrafi się, na nią również się pracuje. A jeśli druga strona tego nie doceni? To też się może zdarzyć, tak już jest. Ale może zmianą w zachowaniu, dawaniem z siebie, zauważaniem człowieka, zainspirujesz inną osobę do tego, że za tydzień, miesiąc i ona zrobi ten pierwszy krok? A co jeśli ta zmiana zależy właśnie od Twojego kroku, tego pierwszego, a może i kolejnego? Nie czekaj na innych, pokaż to, jakim Ty jesteś człowiekem…

Czy przyznawać się do błędu, czy lepiej nie?

Kiedyś byłam innym szefem, takim „nieopierzonym”, potykającym na każdym możliwym kroku. Dziś też zaliczam takie wpadki, że chyba nazbiera się na kolejną książkę. Ale „dziś” jest różne od „wczoraj” w tym, że przyznaję się przed pracownikami do błędu. Przecież mój „Everest lidera” jest takim spisem błędów i lekcji, które z nich wyciągnęłam. A każda lekcja jest krokiem ku temu, bym była lepsza w tym, co robię, bym była lepszym człowiekiem. To moje obnażanie wciąż wielu szokuje, nawet moich byłych pracowników. Oto zapis facebookowej rozmowy z jedną z nich. Długo się zastanawiałam, czy ją upublicznić (bo nie lubię o sobie zbyt wiele mówić), ale osoba, która ją zainicjonowała, powiedziała: Ania, publikuj, może to komuś pomoże. Jestem „za”. Zatem daję Ci zapis rozmowy na dowód, że w błędach nie ma nic złego, jeśli się na nich uczymy, a kluczem do efektywności liderskiej jest… POKORA:)

Mój były pracownik: Hej Ania! Jestem już po lekturze! Właśnie przeczytałam ostatnie zdanie. Wiem, że od kiedy kurier dostarczył mi Twoją książkę, minęło trochę tygodni, ale takie uroki macierzyństwa. Jednym tchem to ja mogę teraz przeczytać jedynie skład zupki ;-)) Ania, ale nie o tym chciałam. Szczerze gratuluję Ci tej książki. Gratuluję, bo uważam, że Twoje doświadczenia, to jak je opisałaś i co z nich wyniosłaś, mogą pomóc nie tylko managerom, ale też „zwykłym” pracownikom, którzy liderem mogą się stać za jakiś czas, a już teraz trudno im zrozumieć zachowanie współpracowników/ szefa i jednocześnie zapominają, by też zastanowić się nad swoją postawą i oczekiwaniami. Bo tak jak napisałaś, liderem można być na każdym stanowisku czy okolicznościach.

Gratuluję też, bo dla mnie to był odważny krok – publicznie opowiedzieć o swoich błędach. Gdyby nie bezsenne noce i ząbkowanie pewnie przeczytałabym Lidera w 2 wieczory, ale i tak za każdym razem jak do niego wracałam, pożerałam strony… Z ciekawości, ale po prostu to się też lekko czyta, być może dlatego, że znam Twój styl. I w końcu zrozumiałam niektóre Twoje zachowania/decyzje, które wcześniej, nie ukrywam, irytowały mnie. No cóż żałuję, że teraz razem nie pracujemy. Może rozumiałybyśmy się bez słów😊. Bo okazało się, że w życiu ważne są dla nas te same wartości, ludzie. Ania, trzymam kciuki za kolejne przedsięwzięcia!! Acha i jak będę miała jakiś dylemat pracowniczy to bądź pewna, że będę dzwonić!

JA: To co teraz zrobiłaś, to właśnie wyjście ponad przeciętność, o której piszę:) i bardzo Ci za to dziękuję:) Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy, dostać informację od Ciebie + w tak intensywnym dla Ciebie czasie. Dziękuję, że tak dużo przy Tobie mogłam się nauczyć! Jesteś ważną częścią tej książki i mojego życia. Może to brzmi mocno, ale taka jest prawda!!! Wiesz o mnie wiele, stąd też wiesz, że nie umiem udawać:) Plus, dostać wiadomość od kogoś, z kim się pracowało, to że mniej lub bardziej jesteśmy w kontakcie, to dla mnie ogromna wartość, potwierdzenie, że warto było się przewrócić, by się podnieść i z tego wyciągnąć lekcje:)

Mój były pracownik: Ania, to ja Ci dziękuję! Za wszystko czego mnie nauczyłaś i samodyscypliny też. Nawet nie wiesz, ile razy brakowało mi tego, że nikt nie spojrzy na moje materiały krytycznym, fachowym okiem, że nie przedyskutujemy… Ale też nauczyłaś mnie jakiejś intuicji wobec klientów/ ich oczekiwań, dzięki czemu w wielu momentach miałam pewność, że idę w dobrym kierunku, nawet jak zostawałam sama. Nie pisz proszę, że Ty mi jesteś za coś wdzięczna, bo to grube nadużycie i źle się z tym czuje… Chciałabym mieć tyle odwagi i samozaparcia w dążeniu do celu co Ty!

Everest_lidera_cover_v4

DISC – mówimy o faktach, obalamy mity – oto 9 z nich

Coraz więcej mówimy o DISC, coraz częściej szukamy informacji o tym, dlaczego ludzie mówią to, co mówią, robią to, co robią. To dobrze, bo DISC jest prostym w zrozumieniu i łatwym we wdrożeniu modelem stylów zachowań. Badanie kompetencji oparte o model DISC czy jego rozbudowaną wersję D3 dostarcza informacje ważne dla rekrutacji, budowania silnego zespołu czy rozwiązywania konfliktów. I naturalne jest to, że im więcej mówimy na dany temat, to też więcej pojawi się błędnych informacji wokół danego zagadnienia. Oto te, o których słyszymy najczęściej:

Mit nr 1 – William Moulton Marston jest twórcą pierwszego badania DISC

Marston opracował model DISC, ale nie badanie kompetencji. Książka tego amerykańskiego badacza „The Emotions of Normal People” ukazała się w 1928 roku, ale pierwszy kwestionariusz DISC znacznie później. Dzisiaj, PeopleKeys (którego jesteśmy jedynym autoryzowanym przedstawicielem w Polsce) ma jedno z najbardziej czułych i najlepiej przebadanych badań DISC, a ponad 95% osób, które wypełniły badanie DISC, potwierdza trafność wyniku i interpretacji.

Mit nr 2 – Nasze zachowania są niezmienne – w pracy i poza pracą

To błędne przekonanie. Środowisko, w którym jesteśmy, ludzie, których mamy wokół, wpływają na to, jakie zachowania ujawniamy. Stąd na przykład kultura organizacji, w której jesteśmy, ma znaczenie dla tego, jak bardzo uruchamiamy w sobie zachowania typowe dla dominacji (styl D), wpływu (styl I), stałości (styl S), sumienności (styl C). Według badań przeprowadzonych przez PeopleKeys, w ogóle populacji, poza pracą, styl zachowania „D” (Dominujący) prezentuje jedynie 3% osób, kiedy to w pracy nawet 15%; po przysłowiowej „godzinie 17.” jesteśmy bardziej relacyjni (styl „S” prezentuje aż 69% osób, kiedy w pracy osób o stałym stylu zachowania mamy mniej, bo 55%) itd. Świadczy to o tym, że ludzie mają zdolność do dostosowywania swoich zachowań do oczekiwań otoczenia (innymi słowy możemy wypracować w sobie pewne zachowania – np. większe otwarcie się na ludzi czy komunikację nastawioną na cele).

Mit nr 3 – Osoby o stylu zachowania „D” (Dominujący) są gruboskórne

Relacje z osobami o wysokim stylu „D” można porównać do przyjaźni z lwem, który ma cierń w łapie. Jeśli odważysz się mu pomóc, na sposób, którego potrzebuje, to będzie Twoim przyjacielem do końca życia. Często osoby mocno dominujące pod tą niejako zbroją, kryją niezwykłe pokłady wrażliwości. Warto poświęcić czas, by dobrze poznać wysokie „D” i nie oceniać takich osób zbyt pochopnie (TU jest artykuł o tym, jak rozmawiać z dominującymi).

Mit nr 4 –  Osoby o stylu zachowania „S” (Stały) są za spokojne i nie nadają się na liderów

To nieprawda, że osoby o wysokim stylu „S” (Stały) przez swoją łagodność i pokorę nie sprawdzą się jako liderzy zespołów czy projektów. Używając analogii, osoby o wysokim stylu „S” są jak lwice, czyli bardzo mocny element stada, a osoby o wysokim stylu „D” (Dominujący) jak lwy. W obecności osób o stylu dominującym, „S” nie przejmie przywództwa, ale jest do tego jak najbardziej zdolne – może posiadać wystarczające kompetencje. Jednak sprzeczne ze stylem „S” jest bycie potężnym indywidualistą. Klucz to skuteczności nie kryje się zatem w konkretnym stylu zachowania a w tym, jak bardzo dana osoba rozumie swoje zachowania i z jaką łatwością zarządza swoim stylem DISC, wykorzystując mocne strony, dostosowując się tego, czego może potrzebować druga strona (a tego można się nauczyć!).

Mit nr 5 – DISC nie jest dobrym narzędziem do procesów rekrutacyjnych

Badanie DISC jest wiodącym narzędziem w organizacjach na całym świecie, wspierającym podejmowanie decyzji rekrutacyjnych. Niemniej jednak, przy rekrutacji rekomendujemy skorzystanie z badania D3, którego DISC jest częścią. Za efektywnością pracowników stoją bowiem nie tylko style zachowania DISC (to co możemy zaobserwować), ale i preferowane role zespołowe, wartości i postawy. Mając te wszystkie informacje o kandydacie, będziemy wiedzieć, jak bardzo dana osoba wpisuje się nie tylko w oczekiwania na danym stanowisku, ale i jak bardzo pasuje do kultury korporacyjnej i osobowości szefa (bo przecież to też ma znaczenie!).

Mit nr 6 – Człowiek może mieć tylko 1 styl zachowania lub 2 style zachowania

Każdy z nas ma w sobie 4 style zachowania DISC, lecz w różnym stopniu ich intensywności. W naszym badaniu DISC bierzemy pod uwagę 1, 2 lub 3 style zachowań. Są też osoby, u których możemy zauważyć kombinację 4 stylów – tak najczęściej dzieje się w stresie. Daje to więc ponad 40 kombinacji stylów DISC. Jeśli dodamy do tego role zespołowe (TEAMS) i wartości (VALUES) to mamy 240 kombinacji. Zbadanie jeszcze wewnętrznych motywacji (BAI) daje nam łącznie 1440 profili. Ta czułość narzędzia wyróżnia nas na tle innych badań DISC. U nas za konkretną kombinacją DISC i intensywnością poszczególnych stylów idzie konkretny raport, a za nim konkretny CZŁOWIEK („Nie etykietujemy” to 1 z 12 dobrych praktyk korzystania z badań kompetencji, możesz pobrać je TUTAJ).

Mit nr 7 – Badania kompetencji DISC, pochodzące z innych krajów, są niedopasowane do rynku polskiego

Mówiąc o stylach DISC, nie ma miejsca na podziały kulturowe, bo mówimy o uniwersalnych zachowaniach,  które możemy zaobserwować u ludzi na całym świecie. We wszystkich krajach mamy bowiem osoby mocno dominujące („D” w badaniu DISC) czy wyjątkowo sumienne („C” w badaniu DISC). Znaczenie ma to, jak dana kultura postrzega poszczególne style zachowania – wzmacnia je, czy raczej chce ich unikać oraz to, czy język badania i raportu uwzględnia określenia typowe dla danej kultury; sama istota modelu jest uniwersalna i nie ma znaczenia to, czy badanie powstało w Polsce, USA czy innym kraju.

Mit nr 8 – Wynik badania to „wyrok”

Czasem oczekuje się, że wynik badania kompetencji rozstrzygnie, czy dana osoba„nadaje się” lub „nie nadaje się” do pracy w danej firmie i na określonym stanowisku. Błąd. Należy pamiętać o tym, że bardzo duże znaczenie dla tego, czy dana osoba się sprawdzi, ma to, czy organizacja stworzy pracownikowi warunki do wykorzystania potencjału. Traktujmy więc badanie kompetencji jak pomocną diagnozę (talentów pracownika i tego, czego potrzebuje, w tym od przełożonego, aby móc z siebie dawać to, co najlepsze).

Mit nr 9 – Badanie DISC diagnozuje potencjał pracownika

Wyobraźmy sobie górę lodową. Jej widoczna część, ta powyżej poziomu wody to DISC -zachowania, które mniej lub bardziej da się zaobserwować. Ale góra lodowa to przecież coś więcej niż tylko ta jej widoczna część. Na zachowania wpływają role, które chcemy pełnić w zespole (TEAMS), wartości, które stoją za decyzjami (VALUES) i to, co daną osobę wewnętrznie motywuje do działania (BAI) – a to wszystko diagnozuje badanie D3. DISC jest silnym narzędziem wspierającym skuteczną komunikację w zespołach i czerpmy z niego garściami, pamiętając jednak, w jakich sytuacjach spełni swoją rolę, a w jakich warto skorzystać z bardziej czułych rozwiązań. Takie podejście będzie dobrą inwestycją, którą docenią i organizacje, i jej największy zasób – pracownicy.

cert

Everest lidera. O wartościach, silnym zespole i skutecznym przywództwie

Oto moja książka: „Everest lidera. O wartościach, silnym zespole i skutecznym przywództwie”.

Everest_04_3d

Czy istnieją osoby stworzone do bycia liderem?
Co zrobić, aby mieć zmotywowany zespół, który będzie chciał pracować na wspólny cel?
Jak być skutecznym szefem dla młodego pokolenia?
Jak rozmawiać z pracownikami, aby chcieli być przy tobie jeszcze lepsi, i jak rozmawiać z szefem, aby znaleźć porozumienie?

Przywództwo to nie stanowisko, to siła charakteru. Chcę Cię przekonać, że już dziś masz potencjał do tego, aby być liderem, przy którym zespół będzie chciał dawać z siebie swoje sto procent, z którym klienci będą chcieli rozwijać swój biznes. Kluczem jest odnalezienie swoich wartości i wierność im, poznanie swojego potencjału, docenianie tego, jak bardzo ludzie są różni, i czerpanie z tej różnorodności przy budowaniu zespołu. Skuteczność tego podejścia potwierdzają liderzy z Polski i z USA, których zaprosiłam do podzielenia się doświadczeniem, oraz przykłady, na które przywołuję się z własnego doświadczenia menedżerskiego. 

O swojej drodze na „Everest”, taki cel w karierze i życiu, który niesie satysfakcję i z którego widać kolejne możliwości, opowiedzieli mi:
• Prof. Andrzej Blikle, profesor matematyki, pracownik Polskiej Akademii Nauk i członek Academia Europaea, w latach 1990–2010 kierował firmą A. Blikle
Chris Cebollero, mentor, rzecznik prasowy branży medycznej, członek zespołu Johna Maxwella
Maciej Chmielowski, dyrektor generalny Polski i krajów bałtyckich firmy Fresenius Kabi
Bernard Jastrzębski, prezes zarządu Colway International, znany w sektorze MLM coach, trener
Grzegorz Kiszluk, pionier reklamy w Polsce, eseista i dziennikarz, twórca marki „Brief”
Robert Korzeniowski, polski lekkoatleta, chodziarz, wielokrotny mistrz olimpijski, mistrz świata i Europy
Marcin Ochnik, współwłaściciel i członek zarządu rodzinnej firmy Ochnik
Jennifer Pomerantz, założycielka i dyrektor generalna American Natural
• Dr Bradley Smith, dyrektor zarządzający i dyrektor do spraw rozwoju firmy PeopleKeys
• Dr Maciej Wieczorek, założyciel Celon Pharma, współtwórca i wieloletni prezes zarządu firmy biotechnologicznej Mabion


Posiadanie władzy jest bardzo kuszące, ale bycie liderem to coś więcej niż władza. O tym, jak być odpowiedzialnym liderem, traktuje książka Anny Sarnackiej-Smith.

– Jacek Walkiewicz, psycholog

Szkoda, że nie przeczytałam tej książki kilka lat wcześniej, na pewno uniknęłabym paru błędów. Polecam ją wszystkim, którzy wierzą, że kierowanie ludźmi może odbywać się w przyjaźni, równowadze i spokoju.
– Maria Seweryn, aktorka, reżyser

Ta książka mnie zainspirowała. Kiedy ją czytasz, masz wrażenie, że rozmawiasz z przyjacielem. Nikt cię nie ocenia, nie mówi, ile masz jeszcze do zrobienia, nie wytyka błędów. Za to z dużą uwagą się tobie przygląda, pokazuje, jak jesteśmy różni, w jak różny sposób realizujemy cele, i upewnia cię, że nie ma w tym nic złego. To nie jest poradnik o obszarach do rozwoju, ale praktyczna książka o tym, że naprawdę masz w sobie potencjał, aby być liderem dla zespołu i dla klientów, jeśli naprawdę tego chcesz.
– Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Gedeon Richter

Siła tej książki tkwi w relacji autorki do czytelnika. Anna Sarnacka-Smith zabiera nas w podróż, którą sama przebyła,
i zdaje osobistą relację ze swojej drogi rozwoju. Zaprasza też do rozmowy gości – ludzi biznesu – którzy uświadamiają nam, że sukces opiera się zwykle na uniwersalnych wartościach i mądrym podejściu do rzeczywistości. Nie ma tu dróg na skróty. Są za to drogowskazy, które być może już widziałeś, ale tutaj znajdziesz je zebrane w jedną spójną mapę działania. Pozostaje ci więc zaznaczyć na tej mapie twój osobisty cel i wyruszyć!

– dr Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Wrodzone predyspozycje to mit. Podobnie jak nikt nie przychodzi na świat jako sportowy mistrz czy wybitny artysta, tak też nikt nie rodzi się liderem. Kompetencje niezbędne, by nim się stać, każdy z nas może nabyć. W jaki sposób? Ucząc się od najlepszych w swoich dziedzinach. Anna Sarnacka-Smith zadała sobie trud, by takich ludzi znaleźć. Co więcej, namówiła ich, by podzielili się z nami swoją receptą na sukces. W efekcie powstała książka, która stanowi doskonałe narzędzie dla każdego, kto chce lepiej zarządzać firmą lub organizacją, a wizją jej rozwoju zarażać innych.
– Rafał Skórski, dziennikarz miesięcznika „Businessman.pl”

Kup książkę tutaj.

Everest_lidera_cover_v4

Jak motywować pracowników do działania?

Wyobraź sobie, że Twoja firma to gra strategiczna. I aby można było rozpocząć grę, potrzebny wpierw był pomysł, zdefiniowanie zasad gry, przygotowanie zasobów, określenie, o co tak naprawdę gramy. I choćby udało się opracować najbardziej ekscytujący scenariusz i innowacyjne elementy gry, to aby można było grać, potrzebni są do tego gracze. Pytanie, które w tym momencie postawi z pewnością niejeden szef, to jak motywować pracowników do działania?

Aby wziąć udział w grze, pracownicy chcą rozumieć, na czym gra polega, jaka jest ich rola, czego się od nich oczekuje; chcą być uczestnikami gry, nie jej pionkami. Chcą czuć się wartościowi, docenieni za to, co unikalnego wnoszą do firmy, chcą czuć, że rozumiemy, co jest ich mocną stroną, dzięki czemu zostali zaproszeni do gry lub za co proponuje się im przejście do kolejnego etapu.

Potrzebujemy bodźców do gry Czytaj dalej Jak motywować pracowników do działania?

Problem z terminowością w Twoim zespole?

Jest jedna rzecz, której nie toleruję, która doprowadza mnie do wściekłości, której nie umiem wyegzekwować: moi ludzie mają problem z terminowością, staję na głowie, mówię, że tego oczekuję i nic, pokazuję, jak to się przekłada na opóźnienie celów, które mamy do osiągnięcia, i nic – usłyszałam od Klienta. Znasz to?

Poprosiłam Klienta, aby opowiedział mi o swoim zespole.  Dawno nie słyszałam, żeby szef tak dużo wiedział o swoich pracownikach, ich mocnych stronach. To szef z ogromną intuicją, który cele osiąga poprzez ludzi, szuka rozwiązań dobrych dla obu stron (styl ID wg modelu DISC, Strateg w rolach zespołowych TEAMS, za którego decyzjami stoi Uczciwość – zgodnie z badaniem VALUES).

Dlaczego dzieje się tak, że nawet najbardziej przeszkolony, dojrzały manager może mieć problem z terminowością w zespole? Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi, bo to zależy, kogo masz w zespole. Czytaj dalej Problem z terminowością w Twoim zespole?

Koniec z niewłaściwymi pracownikami w zespole. Sprawdź ich kompetencje

Czasem jako szefowie mamy po prostu dość „walki” z pracownikami, brakuje nam siły, motywacji i najzwyczajniej przestaje się nam chcieć udowadniać, że naprawdę nam na nich zależy i że naprawdę chcemy, aby im się chciało pracować efektywnie. A ponieważ uważam, że z samego mówienia o problemie niewiele wynika, oto kilka moich sprawdzonych wskazówek, co można zrobić, aby mieć w zespole właściwych pracowników i mieć jak najmniej powodów do narzekań:)

WSKAZÓWKA 1. Kiedy definiujesz zakres obowiązków i oczekiwania na danym stanowisku, nie zapominaj o kompetencjach miękkich (czy nie lepiej mieć w zespole pracowników, z którymi na przykład będzie Ci się dobrze rozmawiało?). Czytaj dalej Koniec z niewłaściwymi pracownikami w zespole. Sprawdź ich kompetencje

Tłumaczysz a i tak „robią to po swojemu”? Case asertywna odmowa

Szef zespołu produkcji opowiadał mi ze zdziwieniem, ale i trochę z rezygnacją, że są tacy pracownicy, których można uczyć, poświęcać im czas a oni i tak w pewnych kwestiach nie będą chcieli skorzystać z jego rad i doświadczenia. Chodziło o pracownika, który na co dzień bardzo dobrze sobie radzi z koordynacją procesu produkcji i to jest jego głównym zadaniem, ale nie daje sobie rady w rozmowach z klientem, który co chwilę oczekuje czegoś, co wykracza poza zakres umowy. Szef powiedział pracownikowi, że ten ma prawo odmówić, powołać się na ustalenia z kontraktu i że dzięki temu klient będzie go w przyszłości jeszcze bardziej szanować. Szef bardzo dobrze sobie radzi z asertywną odmową, wie, że to naprawdę działa, podzielił się tą wiedzą z pracownikiem, oczekując, że ten następnym razem właśnie tak się zachowa. Tak się nie stało…

Jako szef niejednokrotnie byłam zła na to, że poświęcam komuś tyle swojej uwagi (a przecież mam inne rzeczy do robienia), chcę tej osobie pomóc, mówiąc, jak coś ma zrobić, ona potwierdza, że ma to sens a i tak kolejny raz robi to po swojemu. Czytaj dalej Tłumaczysz a i tak „robią to po swojemu”? Case asertywna odmowa