Archiwa tagu: featured

Millenialsi, kto jest winny temu, że tak często zmieniają pracę?

Nie tak dawno usłyszałam od klienta: Ania, zobacz, kolejne CV, kolejny Millenials i co? Co kilka miesięcy zmienia pracę. Mam kilku dobrych kandydatów, ale muszę się liczyć z tym, że jak zatrudnię kogoś, to tylko na chwilę. Millenialsi…

W social mediowej dyskusji, w której brałam udział, czytam komentarz Pani Profesor, wykładowcy na studiach MBA: Musimy się po prostu pogodzić z tym, że Millenialsi wielokrotnie w swoim życiu zmienią pracę i nie ma co się tym przejmować. Po tym komentarzu to chyba byłam już purpurowa, bo jeśli takie mądrości sprzedaje się przedsiębiorcom, to powiem jedno: szkoda mi tych młodych ludzi, bo mają marne szanse na zmianę wizerunku. I nas, pracodawców też mi szkoda, bo jeśli będziemy bezrefleksyjnie przyjmować te „prawdy”, to zaleje nas fala frustracji a na pewno nie pomoże to w tym, aby zgadzał się wynik, za który odpowiadamy. O tym, co myślę o tym całym rynku pracownika, pisałam już TUTAJ, stąd, pomyślałam, że tym razem głos oddam samym Millenialsom, których zaprosiłam do współpracy, zespołu, który buduję w swojej firmie.

Oto Marcelina, w EFFECTIVENESS od 15 miesięcy:
Według mnie Millenialsi bardzo cenią sobie to, jak się w swojej pracy czują, czy wykonują ją z przyjemnością i zadowoleniem, czy ich otoczenie w pracy jest przyjazne, a zespół zgrany i proaktywny. Są jednak takie miejsca pracy, w których takich potrzeb w ogóle nie bierze się pod uwagę, a nawet nie ma się świadomości o ich istnieniu. A Millenialsi często nie są jedynie skupieni na tym, ile zarabiają, jakie stanowiska obejmują i jak szybko mogą liczyć na awans. Są to osoby świadome tego, że w pracy spędzają bardzo dużo czasu i wiele z nich po prostu nie chce, żeby ten czas był czasem straconym na wykonywanie nielubianych obowiązków.

Większość pracodawców w moich poprzednich miejscach pracy nie miało pojęcia, że praca może być czymś więcej niż tylko comiesięczną pensją. Nie wynikało to z ich ignorancji, ale tego, że po prostu tak zostali wychowani, w takim świecie dorastali i kiedy oni byli młodzi to zarabiane pieniądze było najważniejszym aspektem życia zawodowego. Tak było z ich rodzicami i dziadkami, więc także takie podejście sami reprezentowali. Przekładali swoje wartości i potrzeby na swoich młodych pracowników, zupełnie ich nie rozumiejąc i główkując „o co tym młodym chodzi”. Dla nich spadek motywacji u młodego pracownika był objawem lenistwa i arogancji. I chociaż czasem tak bywało, bo przecież wśród każdej grupy wiekowej są osoby po prostu leniwe, to jednak równie często miało to inne podłoże. Młodzi pracownicy szybko się wypalali, widząc, że ich szef np. nie bierze pod uwagę ich propozycji na usprawnienie pracy lub ignoruje ich potrzebę work-life balance i od miesięcy każe im spędzać w pracy każdy weekend.

Oczywiście są tacy Millenialsi, dla których faktycznie najważniejsza jest suma, jaka co miesiąc wpływa na ich konto, ale wielu z nich poczucie spełnienia i rozwoju przedkłada ponad finansowe wynagrodzenie Według mnie właśnie te niezrozumienie potrzeb młodych pracowników często doprowadza do tego, że odchodzą oni z pracy niedługo po zatrudnieniu. Z własnego doświadczenia wiem, że wolę zmienić niekorzystne dla mnie warunki od razu, jeśli tylko nie widzę żadnych szans na ich poprawę, niż tkwić w nielubianym miejscu pracy tylko ze względu na poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie mniej boją się zmian i ryzyka i nie przeraża ich poszukiwanie pracy, bo wiedzą, że w dzisiejszych czasach o pracę jest o wiele łatwiej niż kiedyś.

A Jula, która pracuje z nami od 8 miesięcy, dodaje:
Moim zdaniem trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego Millenialsi tak często zmieniają pracę?” doszukując się winy albo po stronie pracodawcy, albo pracownika. Często bywa tak, że poznając obraz jakiejś sytuacji z perspektywy osoby numer 1, w jednym momencie możemy stać się wrogiem osoby numer 2, nawet nie znając jej punktu widzenia. Jednak, gdy zdecydujemy się na rozmowę z osobą numer 2, to dopiero wtedy otwierają nam się oczy i uświadamiamy sobie, że rację mogą mieć obie strony, tylko patrzą na daną sytuację z innej perspektywy. Nie dopuszczając do siebie myśli, że można na coś spojrzeć z innego punktu widzenia, myślimy wąskotorowo, nie pozwalając sobie na poszerzanie horyzontów.

Zanim zaczniemy opowiadać się za jedną ze stron w sposób zdecydowany i krytyczny, powinniśmy pamiętać, że każda sytuacja czy każdy konflikt ma drugie dno. Nie szufladkujmy i nie dopisujmy sobie swoich teorii i na temat młodego pokolenia, i dzisiejszych pracodawców bez dokładnego poznania całej sytuacji z różnych perspektyw. Życie potrafi zaskoczyć.

Czy można prosić o lepszy komentarz?

Realizacja celów jest straszna? Jak to zrobić, żeby się udało?

Pewnego ranka weszłam na siłownię i oniemiałam. Wszystkie maszyny zajęte, prawie wszystkie bieżnie również, pot się leje litrami. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co się stało?! Zniżka na karnety, czy kolejny challenge? Ale po chwili mnie oświeciło. Przecież to był styczeń, czyli szał na noworoczne postanowienia. W myślach uspokoiłam się, że ten szał nie potrwa za długo, bo z reguły z początkiem lutego, znów jest tu sporo miejsca. Zrobiło mi się przykro, że realizacja celów dla wielu osób kończy się tak szybko. Ja też kiedyś byłam w tym miejscu. W ferworze noworocznych postanowień planowałam jak szalona, a potem nic z tego nie wychodziło. W związku z tym zaczęłam próbować różnych sposobów na sukces, żeby w końcu się udało. I właśnie dlatego, dziś na podstawie moich błędów chcę razem z Tobą przeanalizować kwestie skutecznej realizacji celów. Zapraszam.

Zacznę od tego, że dla mnie te całe postanowienia niosą za sobą coś negatywnego. Z roku na rok wracają, często brzmiąc tak samo, przypominając, że nie zostały osiągnięte. Jest nam głupio, że jesteśmy słabi i niczego nie potrafimy doprowadzić do końca. Moim zdaniem, taka negatywna energia już na początku roku jest nam do niczego nie potrzebna. Dlatego zapomnijmy o postanowieniach noworocznych i podejdźmy do nich jak do zwykłej realizacji celów, bez zbędnej i negatywnej otoczki.

Oto błędna realizacja celów z przeszłości i moja recepta na sukces :)

  1. Oszukiwanie samego siebie…

Na początek wielokrotnie popełniony przeze mnie błąd, czyli stawianie celów, których gdzieś głęboko wcale nie chciałam realizować, ale myślałam, że…tak trzeba. Np. w xxx roku przebiegnę maraton, podczas, gdy tak naprawdę nie lubię biegać i nie sprawia mi to radości. Cel bez sensu. Dlatego niech u Ciebie znajdą się tylko niezbędne i przemyślane pozycje, które chcesz osiągnąć dla SIEBIE, a nie dla ludzi, którzy czegoś od Ciebie oczekują. Bo powiedzmy sobie wprost, jak bardzo będziesz zmotywowany celem ZOSTAĆ SZEFEM, kiedy tak naprawdę dobrze czujesz się na obecnym stanowisku a tylko chcesz komuś udowodnić, że jednak coś w życiu osiągnąłeś?

  1. Zapisz to!

Samo myślenie o celach może nie okazać się skuteczne. To, że powiedziałam sobie, że zrobię to i tamto nie sprawdziło się. Dlatego warto zapisać swoje cele z dwóch konkretnych powodów. Po pierwsze, wtedy przestają one być tylko marzeniami a stają się realne. Po drugie, po jakimś czasie jest do czego wrócić, aby sprawdzić swój postęp. Zatem wygospodaruj jedną stronę w swoim kalendarzu/notatniku, możesz użyć kolorowych długopisów czy naklejek i spisz dokładnie, jakie masz plany. Ale uwaga! Dopisz do każdego celu realną datę rozpoczęcia i końca realizacji. Nie bierz na siebie za dużo na raz, masz przecież wystarczająco dużo czasu, bo dobrze to wszystko zaplanowałeś 😉 Podobnie jest w pracy. Warto mówić o terminach na głos, bo wtedy oficjalnie przed zespołem, zobowiązujemy się ich dotrzymać.

  1. Wszystko muszę dopiąć natychmiast!

Na przykładzie postanowień noworocznych… Może to będzie dla Ciebie szok, ale rok ma 12 miesięcy i właśnie tyle czasu masz na realizację swoich noworocznych postanowień! Realizacja celów nie musi zakończyć się wraz ze styczniem. W zeszłym roku, przedostatni z celów udało mi się dopiąć pod koniec listopada i z dumą odznaczyłam go jako zrealizowany. Sumiennie dążyłam do niego małymi kroczkami, aż w końcu się udało! Niektóre rzeczy zwyczajnie potrzebują czasu.

  1. Po prostu odłóż to na chwilę

Wszystko chciałam zrobić tak, jak sobie zaplanowałam, co do dnia, co do godziny… Ale wszyscy wiemy, jak wygląda życie. Czasem wypadnie coś niespodziewanego na co nie mamy wpływu i wtedy trzeba się tym zająć i po prostu odpuścić inne kwestie. Nie zrozum mnie źle…nie odpuścić na zawsze, ale tylko na chwilę. Nie piętnuj się, że Ci nie wyszło i masz dwudniowe opóźnienie. Easy…To jeszcze nie koniec świata!

  1. Jak doprowadzić sprawę do końca?

Jeżeli już mam konkretną listę celów, przychodzi czas na zastanowienie się, czego potrzebuję, żeby udało mi się je osiągnąć. Bardzo długo nie wierzyłam, że ten krok jest istotny, ale w końcu postanowiłam dać mu szansę. Było o niebo lepiej, kiedy do każdego celu dopisałam kilka małych podcelów, które zaprowadzą mnie tam, gdzie chcę. Przykład? Proszę bardzo…

GŁÓWNY CEL: Praktykowanie języka niemieckiego w Niemczech

PODCELE:

  • miesięcznie zaoszczędzić xxx zł,
  • zaplanować w kalendarzu wyjazd,
  • kupić bilet lotniczy,
  • znaleźć hotel,
  • zrobić research książek do nauki języka,
  • wygospodarować 15 minut dziennie na przyswojenie słówek i 15 minut na gramatykę,
  • w każdą niedzielę o 20:00 rozmawiać z kuzynem po niemiecku,
  • wyjechać i szlifować język.

Po kolei odznaczanie tych celów jako zrealizowane spowodowało, że nie zgubiłam po drodze głównego celu. Cały czas byłam świadoma, na jakim jestem etapie i w końcu się udało.

Podsumowując, doprowadź do tego, żeby realizacja celów odbywała się niezależnie od obowiązujących trendów. Zaplanuj swoją listę mądrze. Nie nakładaj na siebie za dużo jednocześnie, bo to tylko wywoła niepotrzebny stres. Znajduj cele, które są ważne dla CIEBIE, zapisz je, wyznacz daty realizacji kolejnych kroków i po prostu osiągnij sukces w tym, na czym Ci zależy. Trzymam kciuki. :)

Mowa nienawiści niszczy świat? Jak to zmienić?

To był poniedziałek. Taki niby zwykły zimowy dzień. Taki ponury, choć to początek tygodnia, niby zapowiedź nowego. Źle mi było tego dnia od samego świtu. A to lista zadań nie do ogarnięcia, a to humor nie taki, a to projekt od podwykonawcy niedostarczony na czas, a to pracownik, który nie czyta w moich myślach… Wiem, jak to brzmi, taki stek bzdur. Tak, bzdur, bo czym są w zderzeniu z mową nienawiści i z tym, o czym ci donoszą media po kilku godzinach…

…Nie żyje człowiek… I poruszające było społeczne poruszenie, które obserwowałam z tej części kuli ziemskiej –  taki silny głos za tym, aby Jurek nas nie zostawiał, bo przecież obiecał, bo przecież my wiemy, że to nie jego wina, przecież my wiemy, że to nienawiść, przecież bez niego sobie nie poradzimy. W amerykańskich mediach też nie brakowało relacji z tego, co się wydarzyło w naszym kraju. Pytano „dlaczego?”, „to nie ma sensu” – mówiono. I tak siedząc sobie w ciszy przez dłuższą chwilę, myślałam: jak to łatwo, bez względu na szerokość geograficzną, człowieka zabija człowiek. Tylko widzisz, choć zabrzmi to okrutnie, to nie nowość. Opłakujemy te zbrodnie, jednoczymy się przeciwko sprawcom, opowiadamy się przeciw mowie nienawiści, przez chwilę czujemy, że razem mamy moc i siłę, by walczyć o człowieka, ale co my dalej z tym robimy?

Co my sobie z tą ostatnią tragedią zrobimy? To, że się publicznie jednoczymy to dobre, ale czy ta tragedia zmieni coś w naszych sercach? Czy ta zbrodnia zmieni coś w MOIM sercu? Wołanie o pomoc innych nie wystarczy, wołanie przeciwko innym nie uzdrowi, więc co mi pozostaje? Co się musi wydarzyć, aby świat się zaczął zmieniać, a mowa nienawiści przestała istnieć? Ja się muszę zmieniać i tylko ja mam na to realny wpływ.

Może wreszcie już czas, aby się otrząsnąć i każdy dzień zacząć z wdzięcznością za to, co mam i za tych, których dziś spotkam? Bo spójrzmy prawdzie w oczy, większość z nas naprawdę nie ma na co narzekać. Żadne krzyki świata i ludzi obok ciebie, nic nie zmienią, jeśli to ty nie będziesz kochać drugiego człowieka, a będziesz tylko karmić otoczenie mową nienawiści. A tego kochania nigdy za mało, bo szczęście to ludzie. Jak to zrobić? Prościzna: oddaj drugiej osobie swoje miejsce siedzące w autobusie, przepuść w drzwiach, przepuść na drodze, przekrocz mury biura z uśmiechem, zapytaj, jak twoim pracownikom mija dzień, pochwal, nie zalewaj jadem, nie patrz z ukosa, nie narzekaj, nie myśl, że na głowę upadł, nie zgrywaj najmądrzejszego, pomóż w tym, co dla kogoś jest trudne, nie karz milczeniem… I tak mogłabym wymieniać „do końca świata i jeden dzień dłużej”. Ale w miejsce tego właśnie dziś przed samą sobą składam obietnicę, by bardziej kochać siebie i tym samym choć odrobinę bardziej kochać innych; nie grać ofiary a jak wojownik walczyć o to, żeby ze mną było innym lżej, aby świat był ze mną choć ciut lepszy. I jeśli myślisz, ale co ja mogę? Czy to ma znaczenie? A pamiętasz historię o płatku śniegu, którą opowiedziałam w Evereście lidera? To jeden płatek śniegu – a nie bryła śniegu – przełamał grubą gałąź… więc nie rezygnuj…

I na koniec, to co się wydarzyło, to chyba kolejna powtórka z lekcji o tym, żeby doceniać tych, których mamy wokół. I pewnie, doceniać takich bohaterów jak Jurek, ale i nie gardzić tym małym wielkim człowiekiem, którego masz obok siebie, w tym w pracy – o tym pamiętaj, proszę. Na to masz wpływ i to ma naprawdę znaczenie…

Różnorodność w zachowaniu z przymrużeniem oka

To, że ludzie są różni, wiemy już doskonale. Ale czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak wyglądałby świat, gdyby ludzie byli tacy sami? Istny koszmar na drogach albo niedokończone wieżowce to tylko przykłady tego, że gdyby nie różnorodność, nie ze wszystkim byśmy sobie poradzili. Oto jak żyłoby się w świecie zdominowanym przez osoby bardzo do siebie podobne. Od razu zaznaczam, że przedstawiam Ci to trochę w przejaskrawionych barwach. Podejdźmy do tego z dystansem 😉

Zacznijmy od osób, których styl zachowania opiszemy jako dominujący, czyli styl D w modelu DISC, typowy dla 3% populacji. Tutaj słowo klucz to: EFEKTYWNOŚĆ. Wszystko kręci się wokół realizacji celów a stagnacja postrzegana jest jako faux paux. W takim świecie wiele rzeczy jest dokończonych, bo styl D obiera sobie cel i dopóki go nie osiągnie, nie ustaje w działaniach. A jak tu wygląda sytuacja na drodze? Jeżeli wydaje Ci się, że bez problemu włączysz się do ruchu, to jesteś w błędzie. D nie wpuści Cię ot tak i zasada „na suwaczek”, czyli przepuszczanie się na zmianę, wcale tu nie działa. Efektem tego są niewyobrażalne korki, co z kolei doprowadza D do szału, bo jak wiadomo ci nienawidzą tracić czasu.

Przejdźmy teraz do zupełnie innej rzeczywistości, w której najlepiej, aby poniedziałek nigdy nie nadchodził, bo to może się wiązać z ograniczonym czasem na towarzyskie rozmowy. Zaczyna się dobrze, nie? :) Motta wypisywane na murach to: „Piękno ponad funkcjonalność” i „Kreatywność ponad nudę i pesymizm”. Emocje są najważniejsze a rozmowy nie mają końca. Nikt nie czuje się wykluczony ani niedoceniony. Konflikty pojawiają się raczej rzadko, bo lepiej coś przegadać, aniżeli się kłócić. A co z miłością? W tym świecie jest idealna. Ale skoro poniedziałek nigdy nie nadchodzi, to kiedy jest czas na pracę? I tu właśnie zaczynają się schody. W tym świecie dopięcie projektu na czas nie jest aż tak kluczowe. To właśnie tutaj mosty są wybudowane do połowy i to nie dlatego, że mieszkańcy nie chcą ich dokończyć. Wręcz przeciwnie! Bardzo im na tym zależy, ale zwyczajnie mają już w głowie inne pomysły, którymi chcą się zająć. I jak? Wiesz kto rządzi tym światem? Tak! Masz rację, styl I (Wpływowy) :) Różnorodność… lecimy dalej.

Słowem kluczem w świecie S (styl stały) jest BEZPIECZEŃSTWO. Współczynnik przestępstw jest równy zero.

Ludzie szczerze troszczą się o siebie nawzajem. Komunikacja? Wiadomo. Nikt na siebie nie krzyczy, wszyscy są mili i uprzejmi. W tym świecie jedną z najgorszych katastrof jaka może się przydarzyć to ZMIANA. Mieszkańcy świata S panicznie się jej boją. Zmiana oznacza jakąś niepewność, a niepewność niesie strach. Tutaj nikt nie chce czuć niepotrzebnego napięcia, więc na co dzień ludzie unikają zmian. Ale powiedzmy sobie wprost. Nie da się żyć w świecie, gdzie wszyscy są uprzejmi. Wyobraźcie sobie sytuację na drodze… Tak jak D nie przepuszcza nikogo, tak S przepuszczają się bez końca: „Proszę, jedź”, „Nie Tyyy jedź”, „Nie, Ty pierwszy, nalegam!” i tak w kółko. Kolejnym problemem jest też fakt, że S-ki „duszą” wiele w sobie, żeby nie wprowadzać negatywnej atmosfery, co ostatecznie może prowadzić do ukrytej agresji, jeśli coś im nie będzie odpowiadać. Chowana w środku frustracja wcześniej czy później da o sobie znać.

Ostatni obraz na dziś: świat C (Sumienny). Słowo klucz? JAKOŚĆ. Dokładność jest najważniejsza, a żeby ją osiągnąć, trzeba się skupić, a żeby się skupić, trzeba pracować w ciszy, czyli najlepiej samemu.W świecie C docenia się zdobycze technologii. Pod względem komunikacji panuje tu przekonanie, że lepiej mówić o faktach niż emocjach, a optymizm trzeba trzymać na wodzy, bo lepiej być przygotowanym na najgorsze. Sytuacja na drogach? Nie ma na co narzekać. Wszyscy stosują się do zasad, bo wychodzą z założenia, że te po prostu mają sens, stoją na straży porządku. Zatem wyobraźmy sobie, że nikt nie przekracza prędkości ani nie wyprzedza na trzeciego. Marzenie :)  Ale skoro jest tak dobrze, to gdzie tkwi haczyk? Po pierwsze człowiek jest stworzeniem stadnym i potrzebuje kontaktu z innymi. Po drugie, perfekcja nie toleruje błędów. Umówmy się, że popełnianie błędów to rzecz naturalna, a w tym świecie nie ma na to miejsca. Podsumowując, świat C nie zawsze pozwala człowiekowi być… człowiekiem.

I tak dobrnęliśmy do końca. Jaki jest z tego wniosek? Widać, że w każdym z tych światów jest coś lepszego i coś, co je ogranicza. Kiedy te wszystkie światy połączymy, to co otrzymamy? Otrzymamy świat, różnorodność, w której teraz żyjemy. Świat, w którym wszyscy się uzupełniają i dzięki temu możemy osiągać to, co wydaje się nieosiągalne. Możemy mierzyć tak wysoko, jak tylko sobie wymarzymy, ale potrzebujemy wiedzieć, jak tę naszą różnorodność wykorzystać. Sama wiedza, że ludzie są różni, to dopiero początek. Teraz zostaje nam przełożenie wiedzy na działania. Bo to, że wiemy to jedno, ale prawdziwa mądrość bierze się z tego, że zaczniemy z tej wiedzy korzystać.

Popełniasz te same błędy – gdzie się kryje zagrożenie?

Setki lub tysiące razy słyszałeś, że „człowiek uczy się na błędach”. I rzeczywiście, kryje się w tym ogromna mądrość, bo doświadczając czegoś a nie tylko temu się przyglądając, możesz wyciągnąć z danej sytuacji własne wnioski i następnie wdrożyć je w życie. Celowo piszę, że MOŻE się to wydarzyć, bo do tego jest potrzebna Twoja decyzja, że naprawdę będziesz chciał coś z tych błędów wynieść.

Może wydaje Ci się to oczywiste, ale chciałam napisać o tym kilka słów. W czasie kolejnych szkoleń, które prowadziłam czy indywidualnych rozmów z Klientami zdałam sobie sprawę, jak często dawanie sobie prawa do popełnianie tych samych błędów traktujemy jako wygodną wymówkę, kiedy nie chcemy przyznać, że pewne wydarzenia są konsekwencją tego, że nie podjęliśmy decyzji o zmianie w zachowaniu.

Podam Ci przykład: W ramach oceny okresowej od swojego pracownika dostałeś informację, że ten nie czuje się doceniony, potrzebuje od Ciebie regularnej informacji zwrotnej na temat swojej pracy, chce wiedzieć, jaki masz plan na jego rozwój zawodowy w firmie (to samo powiedział Ci wcześniej inny pracownik, kiedy zapytałeś, dlaczego odchodzi z zespołu). I może poprzednio „odpuściłeś sobie” przyjrzenie się sytuacji i wyciągnięcie z niej lekcji, bo nie miałeś czasu, nie do końca czułeś, że to jest aż tak potrzebne, może nie wiedziałeś, jak to robić albo byłeś przekonany, że przecież robisz to dobrze, więc problem leży raczej po stronie pracownika itd. Ale dostajesz kolejny raz podobny sygnał i teraz to już tylko od Ciebie zależy, co z tym zrobisz – możesz świadomie przyjrzeć się temu, co jest takiego w tym, że pracownicy nie czują się docenieni lub możesz to zostawić i po pewnym czasie spodziewać się kolejnego wypowiedzenia lub spadku efektywności zespołu.

Nie chodzi o to, że od jutra konstruktywnie krytykować, chwalić, mówić o oczekiwaniach  – masz to wszystko robić perfekcyjnie. Nie, ale masz próbować robić to w inny sposób. Ja też jestem szefem i naprawdę nie chodzi tu o brak czasu czy zasobów. Tu chodzi o moją decyzję (a jej brak to też decyzja) o tym, że jako szef chcę być w swojej roli jeszcze lepsza(y) – a taką postawę wykazuje prawdziwy lider! Jeśli tego nie zrobisz, to doświadczenie może Cię po prostu ściągnąć w dół, zaboleć lub przejdziesz obok niego niby obojętnie – ale wówczas nie szukaj winnych, jeśli będziesz się musiał zmierzyć z konsekwencjami sytuacji, która się już wcześniej wydarzyła.

Przekonałam się, że stanięcie twarzą w twarz z własnym błędem wcale nie jest takie proste. Wymaga często wielkiej pokory, ale opłaca się. Kiedyś przez myśl by mi nie przeszło, aby powiedzieć pracownikowi: „Przepraszam, nie powinnam podnosić głosu. Będę nad tym pracować”. Bałam się tego, że stracę autorytet, że pracownicy mogą to wykorzystać przeciwko mnie. Uważałam, że lepiej nie wyciągać tego na światło dzienne. A w sumie pracownicy też popełniają błędy i nie zawsze się do tego przyznają.

Może to wiesz, może nie, ale pracownicy bardzo Cię obserwują. Kiedy zaczęłam śmiało mówić o tym, że popełniłam błąd, następnie przeprosiłam i pokazałam, że wyciągam lekcje z błędów, nie popełniam tych samych, zaczęli mnie naśladować. Z większą śmiałością zdobywają się na odwagę, żeby przyznać się, że zawalili i mówią mi o tym, jakie proponują rozwiązania. Nie szukają winnych, nie zrzucają na innych odpowiedzialności, a biorą sprawy w swoje ręce.

Każdy popełnia błędy i nie będzie w tym nic złego, jeśli tylko uznasz to, że Tobie też to się zdarza i to może być w porządku; że może być krokiem do tego, aby być lepszym szefem, lepszym człowiekiem…

Everest lidera. O wartościach, silnym zespole i skutecznym przywództwie

Oto moja książka: „Everest lidera. O wartościach, silnym zespole i skutecznym przywództwie”.

Everest_04_3d

Czy istnieją osoby stworzone do bycia liderem?
Co zrobić, aby mieć zmotywowany zespół, który będzie chciał pracować na wspólny cel?
Jak być skutecznym szefem dla młodego pokolenia?
Jak rozmawiać z pracownikami, aby chcieli być przy tobie jeszcze lepsi, i jak rozmawiać z szefem, aby znaleźć porozumienie?

Przywództwo to nie stanowisko, to siła charakteru. Chcę Cię przekonać, że już dziś masz potencjał do tego, aby być liderem, przy którym zespół będzie chciał dawać z siebie swoje sto procent, z którym klienci będą chcieli rozwijać swój biznes. Kluczem jest odnalezienie swoich wartości i wierność im, poznanie swojego potencjału, docenianie tego, jak bardzo ludzie są różni, i czerpanie z tej różnorodności przy budowaniu zespołu. Skuteczność tego podejścia potwierdzają liderzy z Polski i z USA, których zaprosiłam do podzielenia się doświadczeniem, oraz przykłady, na które przywołuję się z własnego doświadczenia menedżerskiego. 

O swojej drodze na „Everest”, taki cel w karierze i życiu, który niesie satysfakcję i z którego widać kolejne możliwości, opowiedzieli mi:
• Prof. Andrzej Blikle, profesor matematyki, pracownik Polskiej Akademii Nauk i członek Academia Europaea, w latach 1990–2010 kierował firmą A. Blikle
Chris Cebollero, mentor, rzecznik prasowy branży medycznej, członek zespołu Johna Maxwella
Maciej Chmielowski, dyrektor generalny Polski i krajów bałtyckich firmy Fresenius Kabi
Bernard Jastrzębski, prezes zarządu Colway International, znany w sektorze MLM coach, trener
Grzegorz Kiszluk, pionier reklamy w Polsce, eseista i dziennikarz, twórca marki „Brief”
Robert Korzeniowski, polski lekkoatleta, chodziarz, wielokrotny mistrz olimpijski, mistrz świata i Europy
Marcin Ochnik, współwłaściciel i członek zarządu rodzinnej firmy Ochnik
Jennifer Pomerantz, założycielka i dyrektor generalna American Natural
• Dr Bradley Smith, dyrektor zarządzający i dyrektor do spraw rozwoju firmy PeopleKeys
• Dr Maciej Wieczorek, założyciel Celon Pharma, współtwórca i wieloletni prezes zarządu firmy biotechnologicznej Mabion


Posiadanie władzy jest bardzo kuszące, ale bycie liderem to coś więcej niż władza. O tym, jak być odpowiedzialnym liderem, traktuje książka Anny Sarnackiej-Smith.

– Jacek Walkiewicz, psycholog

Szkoda, że nie przeczytałam tej książki kilka lat wcześniej, na pewno uniknęłabym paru błędów. Polecam ją wszystkim, którzy wierzą, że kierowanie ludźmi może odbywać się w przyjaźni, równowadze i spokoju.
– Maria Seweryn, aktorka, reżyser

Ta książka mnie zainspirowała. Kiedy ją czytasz, masz wrażenie, że rozmawiasz z przyjacielem. Nikt cię nie ocenia, nie mówi, ile masz jeszcze do zrobienia, nie wytyka błędów. Za to z dużą uwagą się tobie przygląda, pokazuje, jak jesteśmy różni, w jak różny sposób realizujemy cele, i upewnia cię, że nie ma w tym nic złego. To nie jest poradnik o obszarach do rozwoju, ale praktyczna książka o tym, że naprawdę masz w sobie potencjał, aby być liderem dla zespołu i dla klientów, jeśli naprawdę tego chcesz.
– Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Gedeon Richter

Siła tej książki tkwi w relacji autorki do czytelnika. Anna Sarnacka-Smith zabiera nas w podróż, którą sama przebyła,
i zdaje osobistą relację ze swojej drogi rozwoju. Zaprasza też do rozmowy gości – ludzi biznesu – którzy uświadamiają nam, że sukces opiera się zwykle na uniwersalnych wartościach i mądrym podejściu do rzeczywistości. Nie ma tu dróg na skróty. Są za to drogowskazy, które być może już widziałeś, ale tutaj znajdziesz je zebrane w jedną spójną mapę działania. Pozostaje ci więc zaznaczyć na tej mapie twój osobisty cel i wyruszyć!

– dr Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Wrodzone predyspozycje to mit. Podobnie jak nikt nie przychodzi na świat jako sportowy mistrz czy wybitny artysta, tak też nikt nie rodzi się liderem. Kompetencje niezbędne, by nim się stać, każdy z nas może nabyć. W jaki sposób? Ucząc się od najlepszych w swoich dziedzinach. Anna Sarnacka-Smith zadała sobie trud, by takich ludzi znaleźć. Co więcej, namówiła ich, by podzielili się z nami swoją receptą na sukces. W efekcie powstała książka, która stanowi doskonałe narzędzie dla każdego, kto chce lepiej zarządzać firmą lub organizacją, a wizją jej rozwoju zarażać innych.
– Rafał Skórski, dziennikarz miesięcznika „Businessman.pl”

Kup książkę tutaj.

Everest_lidera_cover_v4

Jak motywować pracowników do działania?

Wyobraź sobie, że Twoja firma to gra strategiczna. I aby można było rozpocząć grę, potrzebny wpierw był pomysł, zdefiniowanie zasad gry, przygotowanie zasobów, określenie, o co tak naprawdę gramy. I choćby udało się opracować najbardziej ekscytujący scenariusz i innowacyjne elementy gry, to aby można było grać, potrzebni są do tego gracze. Pytanie, które w tym momencie postawi z pewnością niejeden szef, to jak motywować pracowników do działania?

Aby wziąć udział w grze, pracownicy chcą rozumieć, na czym gra polega, jaka jest ich rola, czego się od nich oczekuje; chcą być uczestnikami gry, nie jej pionkami. Chcą czuć się wartościowi, docenieni za to, co unikalnego wnoszą do firmy, chcą czuć, że rozumiemy, co jest ich mocną stroną, dzięki czemu zostali zaproszeni do gry lub za co proponuje się im przejście do kolejnego etapu.

Potrzebujemy bodźców do gry Czytaj dalej Jak motywować pracowników do działania?

Problem z terminowością w Twoim zespole?

Jest jedna rzecz, której nie toleruję, która doprowadza mnie do wściekłości, której nie umiem wyegzekwować: moi ludzie mają problem z terminowością, staję na głowie, mówię, że tego oczekuję i nic, pokazuję, jak to się przekłada na opóźnienie celów, które mamy do osiągnięcia, i nic – usłyszałam od Klienta. Znasz to?

Poprosiłam Klienta, aby opowiedział mi o swoim zespole.  Dawno nie słyszałam, żeby szef tak dużo wiedział o swoich pracownikach, ich mocnych stronach. To szef z ogromną intuicją, który cele osiąga poprzez ludzi, szuka rozwiązań dobrych dla obu stron (styl ID wg modelu DISC, Strateg w rolach zespołowych TEAMS, za którego decyzjami stoi Uczciwość – zgodnie z badaniem VALUES).

Dlaczego dzieje się tak, że nawet najbardziej przeszkolony, dojrzały manager może mieć problem z terminowością w zespole? Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi, bo to zależy, kogo masz w zespole. Czytaj dalej Problem z terminowością w Twoim zespole?

Koniec z niewłaściwymi pracownikami w zespole. Sprawdź ich kompetencje

Czasem jako szefowie mamy po prostu dość „walki” z pracownikami, brakuje nam siły, motywacji i najzwyczajniej przestaje się nam chcieć udowadniać, że naprawdę nam na nich zależy i że naprawdę chcemy, aby im się chciało pracować efektywnie. A ponieważ uważam, że z samego mówienia o problemie niewiele wynika, oto kilka moich sprawdzonych wskazówek, co można zrobić, aby mieć w zespole właściwych pracowników i mieć jak najmniej powodów do narzekań:)

WSKAZÓWKA 1. Kiedy definiujesz zakres obowiązków i oczekiwania na danym stanowisku, nie zapominaj o kompetencjach miękkich (czy nie lepiej mieć w zespole pracowników, z którymi na przykład będzie Ci się dobrze rozmawiało?). Czytaj dalej Koniec z niewłaściwymi pracownikami w zespole. Sprawdź ich kompetencje

Tłumaczysz a i tak „robią to po swojemu”? Case asertywna odmowa

Szef zespołu produkcji opowiadał mi ze zdziwieniem, ale i trochę z rezygnacją, że są tacy pracownicy, których można uczyć, poświęcać im czas a oni i tak w pewnych kwestiach nie będą chcieli skorzystać z jego rad i doświadczenia. Chodziło o pracownika, który na co dzień bardzo dobrze sobie radzi z koordynacją procesu produkcji i to jest jego głównym zadaniem, ale nie daje sobie rady w rozmowach z klientem, który co chwilę oczekuje czegoś, co wykracza poza zakres umowy. Szef powiedział pracownikowi, że ten ma prawo odmówić, powołać się na ustalenia z kontraktu i że dzięki temu klient będzie go w przyszłości jeszcze bardziej szanować. Szef bardzo dobrze sobie radzi z asertywną odmową, wie, że to naprawdę działa, podzielił się tą wiedzą z pracownikiem, oczekując, że ten następnym razem właśnie tak się zachowa. Tak się nie stało…

Jako szef niejednokrotnie byłam zła na to, że poświęcam komuś tyle swojej uwagi (a przecież mam inne rzeczy do robienia), chcę tej osobie pomóc, mówiąc, jak coś ma zrobić, ona potwierdza, że ma to sens a i tak kolejny raz robi to po swojemu. Czytaj dalej Tłumaczysz a i tak „robią to po swojemu”? Case asertywna odmowa