Archiwa kategorii: rekrutacja

Co zrobić, aby w pracy liczył się człowiek?

„Ania, Ty to masz fajny ten zespół…”, „Udały Ci się te dziewczyny…” – w poprzednim tygodniu usłyszałam kilka razy. Przyjęłam to z dużą wdzięcznością, ale i pokorą. Ten tekst nie będzie pieśnią pochwalną na cześć moich pracowników, nic z tych rzeczy. To co usłyszałam, zainspirowało mnie, aby kontynuować temat tego „nieszczęsnego” rynku pracownika. Poniżej zbieram Ci najważniejsze kwestie, do których chcę się ustosunkować, które pojawiły się w wiadomościach, komentarzach po poprzednim wpisie (jest TUTAJ). Otóż:

„Masz taki fajny zespół…” – powiedziałam moim Dziewczynom o tym, jak klienci i współpracownicy się nimi zachwycają. Jestem z nimi szczera, więc dodałam to, co we mnie tam w środku siedziało: „Pewnie, że jesteście fajne, ale tak bym chciała znaleźć sposób na to, aby pokazać, ile my wszystkie wkładamy wysiłku, aby ten zespół był fajny”. Odpowiedziały: „Ania, a jak my codziennie pracujemy nad relacjami między nami…i ile serca dajemy…”. Chcę podzielić się z Tobą oto taką refleksją: zespół ot tak nie jest fajny, nie udaje się… My każdego dnia go budujemy. Zaczęłam od etapu rekrutacji, diagnozując kompetencje pod kątem tego, jakich potrzebuję i z kim zgram się osobowościowo. Rekrutacja nie była przypadkowa, zatem nie trafiły mi się fajne dziewczyny a ja je wybrałam.

Idąc dalej, codziennie – zgadza się: codziennie – pracujemy nad tym, aby ten zespół był efektywny. Znamy swoje mocne strony, ale i ograniczenia. Ja jestem na prawdziwym poligonie: walczę z brakiem cierpliwości, zwolnieniem tempa, bo czasem jest nie do utrzymania przez innych, zmiękczeniem komunikacji. Dziewczyny pracują nad tym, aby skupiać się na rozwiązaniach, nie problemach, wsłuchiwaniu się w to, co mam na myśli, bez zakładania, że chcę skrytykować… Każdego tygodnia podsumowujemy to, co osiągnęłyśmy i w których obszarach, włączając w to relacje między nami i Klientami, chcemy być lepsze. Zatem to nie „americam dream”, to praca w pocie czoła, aby nam ze sobą było dobrze, abyśmy sobie coraz bardziej ufały, rozumiały się a nie oceniały. To setki, tysiące godzin pracy nie tylko nad zadaniami, ale nad relacją, wyjaśnianiem zachowań, których nie rozumiemy, po to, abyśmy te zadania mogły wykonać. To praca każdej z nas, bo każda jest równa w zespole, tylko ma inną funkcję. I każda jest odpowiedzialna za to, jak się nam pracuje ze sobą i co dajemy Klientom. I kiedy wiem, że skuteczny zespół to ciężka praca, w tym szefa, bo przecież ktoś musi modelować pozytywne zachowania, to jest we mnie niezgoda na zakrywanie się niedojrzałością dzisiejszych pracowników…

„Bo pracownicy dziś są tacy niedojrzali…” – spytałam psychologów, jak zdefiniują dojrzałość. Otóż, mówią o poczuciu automonii, odpowiedzialności, rozumianej jako zdolność do zachowania w spójności z uznanymi społecznie normami. I jeśli tak na tę dojrzałość spojrzymy, to czy naprawdę my, starsi, jesteśmy tacy dojrzali? Jak do dojrzałości mają się przemocowe (w tym werbalne) zachowania szefów? Mierzenie wzrokiem w sposób, którego do końca życia nie zapomnisz? Nieszanowanie czasu pracowników? Nieumiejętność usłyszenia tego, co druga strona chce powiedzieć? Brak otwartości na to, że współpracownik może potrzebować innego podejścia? Czyli młodzi są niedojrzali a my wszyscy jesteśmy? Ilu mamy dojrzałych szefów w naszych firmach? Kochani, ja nie bronię młodych, ale zostawmy ich a zajmijmy się sobą, by pomóc im przy nas dojrzewać… Tylko pracując nad sobą, możemy wpływać na nabycie przez innych dojrzałej postawy, pozytywnych zachowań.

„Wszystko fajnie, ale jeszcze daleko nam do tego, aby w korporacyjnym świecie pojawił się człowiek” –   może i daleko, może i nie, nie wiem. Wiem jedno, jak będziemy czekać na zmianę, to możemy jej się nie doczekać. Sama mam na koncie szefów twardszych od muru, jeśli chodzi o zmianę sposobu myślenia. Przestałam spodziewać się zmiany, a zaczęłam ją sama kreować. Dodatkowo, zapytałam Brada, mojego męża, jak na tę kwestię patrzą Amerykanie. Lekko zdezorientowany (bo tak jak uwielbia Polskę, tak trudno mu czasem odnaleźć się w polskiej mentalności), odpowiedział: „A niby dlaczego miałoby się to nie zmienić? Skąd u Was takie przekonanie? Przecież zmiana zależy od szefa i zespołu… Widzisz to tutaj na co dzień…”

A zatem, nie oglądając się na innych, co TY możesz jutro zrobić, aby innym było z Tobą lepiej? Może zapytaj pracownika, co ma dziś w planach i jakiego wsparcia potrzebuje? A może pochwal? A co powiesz na to, że podziękujesz szefowi, że pomógł Ci znaleźć rozwiązanie lub zapytał, jak Ci minął ostatni weekend? Nie czekaj na zmianę, bo jedyne, czego możesz się doczekać, to dodatkowego ciężaru frustracji wobec tego, że się nic nie zmienia… To Ty kreuj zmianę, bo ona się nie zadzieje sama, nie przytrafi się, na nią również się pracuje. A jeśli druga strona tego nie doceni? To też się może zdarzyć, tak już jest. Ale może zmianą w zachowaniu, dawaniem z siebie, zauważaniem człowieka, zainspirujesz inną osobę do tego, że za tydzień, miesiąc i ona zrobi ten pierwszy krok? A co jeśli ta zmiana zależy właśnie od Twojego kroku, tego pierwszego, a może i kolejnego? Nie czekaj na innych, pokaż to, jakim Ty jesteś człowiekem…

Perfekcjonista w nowej pracy. Przerażenie i akt odwagi!

Cześć! Nazywam się Julia i kilka tygodni temu dołączyłam do zespołu EFFECTIVENESS. Chciałabym podzielić się z Tobą moją historią (wcale nie było lekko) i wnioskami, jakie wyciągnęłam. Zdradzę od razu, że „zosiosamosiowanie” nie zawsze wychodzi na dobre. Koniecznie przeczytaj dalej, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło…

W końcu powiedziałam: „Ania, najpierw mówisz jedno a potem zupełnie coś innego, więc skąd mam wiedzieć, czego naprawdę oczekujesz?”

Usłyszałam: „Cieszę się, że mi to mówisz! Już tłumaczę!”

Uff… Nie taki diabeł straszny… Kilka dni temu pierwszy raz odważyłam się powiedzieć, co mi nie pasuje i przez co się gubię. Dlaczego tak późno? Szczerze mówiąc, bałam się (raz, że Ania jest wymagająca i komunikuje się bardzo wprost – styl D – a dwa… za chwilę Ci zdradzę).

Po tym akcie odwagi poczułam się oczyszczona! W wielu sytuacjach zawodowych wydawało mi się, że nie mogę sprostać wymaganiom, że to nie jest miejsce dla mnie. Może znasz to uczucie, kiedy najchętniej rzuciłbyś wszystko, bo po prostu Ci nie wychodzi. Ale okazuje się, że umiejętność pracy nad sobą i w ogóle uświadomienie sobie, że ZAWSZE jest nad czym pracować, może wiele zmienić!

Na etapie rekrutacji zrobiłam badanie D3. W raporcie przeczytałam jakby swoją charakterystykę, jakby ktoś, kto mnie zna od lat, usiadł, zastanowił się i spisał wszystkie cechy i zachowania, które u mnie zaobserwował. Wynik raportu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo nagle pojawiło się wyjaśnienie moich pewnych zachowań.

Mój styl: PERFEKCJONISTA (C-DISC, Realizator jako rola zespołowa i Wiedza jako najsilniejszy motywator)

Bo ja, perfekcjonista, wszystko chcę zrobić jak najlepiej! Cenię sobie dokładność, porządek, spokój. Jeżeli czyta to jakiś perfekcjonista, to pewnie potwierdzi, że nawet długopisy na biurku czy szklanki w szafce muszą być ustawione pod linijkę. I nie daj Bóg, żeby skarpety w szufladzie nie były ułożone zgodnie z paletą kolorów! 😉 Nienawidzimy błędów i co więcej, jesteśmy wrażliwi na krytykę!

Nowa praca, nowe wyzwania, prawdopodobieństwo popełnienia błędu? Duże. Każdemu zadaniu chciałam sprostać, nie zadając przy tym za dużo pytań. Wydawało mi się, że przecież muszę to wiedzieć, a kolejne pytanie może być potwierdzeniem, że się nie nadaję do tej pracy. Właśnie tu pojawia się ZOSIOSAMOSIOWANIE! I co się stało? Pierwszych kilka dni, mnóstwo błędów i to wcale nie takich błahostek! Możesz sobie wyobrazić, jak się czułam i jak bardzo zostałam wystawiona na próbę z tym moim całym perfekcjonizmem. Wszystko dusiłam w sobie, zamiast po prostu zadawać pytania. Nieźle sobie tym nagrabiłam.

Dzięki Bogu, że Ania wiedziała jak ze mną rozmawiać, znając mój profil. Ja, perfekcjonista, byłam w rozsypce, tej emocjonalnej. Myślę, że użycie sformułowania, że te wszystkie porażki wjechały mi na ambicję, jest jak najbardziej na miejscu. Zawsze starałam się pozostać w strefie komfortu, więc wcześniej, nie musiałam stawiać im czoła. Ale ten moment musiał nadejść, szkoda tylko, że od samego początku, nie słuchałam Ani i Marceliny:), które tyle powtarzały, że gdybym tylko miała jakieś pytania, mam pytać! One dobrze wiedziały, jaka jestem, więc zdawały sobie też sprawę, jakiego wsparcia potrzebuję. Tylko nie wiedzieć czemu, ja, perfekcjonistka, odrzucałam trochę to wsparcie, czego oczywiście żałuję. Całe szczęście, że błędy są nie tylko po to, aby je popełniać, ale też żeby się na nich uczyć!

Dzięki wsparciu dziewczyn, zaczęłam mocno nad sobą pracować. Perfekcjonizm jest w porządku, ale wiadomo, jak ze wszystkim, co za dużo to nie zdrowo. Po tych 3 tygodniach, w moim dzienniczku, spisałam sobie parę ważnych lekcji. Chciałabym się tym z Tobą podzielić, bo kto wie, być może w obliczu nowych wyzwań też stawiasz na ZOSIOSAMOSIOWANIE, albo przeżyłeś parę porażek, po których ciężko było się podnieść.

Lekcja 1- KTO PYTA, NIE BŁĄDZI. Niby banalne i oczywiste, ale gdyby tak się nad tym głębiej zastanowić…Nie boisz się zadawać pytań? Na pewno? Nie boisz się tego, że ktoś uzna, że Twoje pytanie jest nieprofesjonalne i niekompetentne? Być może jesteś w tej grupie osób, którym przychodzi to z łatwością (zazdroszczę!) Ale jeżeli nie, to pozostaje tylko pracować nad sobą!

Lekcja 2- BĄDŹ SOBĄ. Kolejny banał, który słyszymy na każdym kroku, ale czy chociaż raz zastanowiłeś się, co to oznacza? Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, czy robisz wszystko w zgodzie ze sobą. Kiedy miałam gorszy dzień, Ania powiedziała: Jula, bądź sobą. Dałaś się nam już poznać jako prawdziwa Ty i nie musisz się zmieniać. Bądź najlepszą wersją siebie i nie wstydź się tego, bo jesteś naprawdę dobra! Niby parę słów, ale czasem potrzeba, żeby ktoś po prostu wypowiedział to na głos. Bądźmy sobą!

Lekcja 3- BĄDŹ DLA SIEBIE DOBRY/DOBRA. Nie piętnuj się na każdym kroku, że coś robisz źle. Nic Ci to nie da. Po co rozpamiętywać to, co było. Stało się, zauważasz swój błąd, wyciągasz lekcję, idziesz dalej. Każde doświadczenie w życiu na coś nam się przydaje. Gdyby nie błędy, to gdzie byśmy byli? Szanuj siebie. Po prostu :).

Nie wychodź z założenia „JESTEM TAKI JAKI JESTEM I TRUDNO”. Z każdym dniem pracuj nad sobą i z szacunkiem komunikuj swojego potrzeby! Co najważniejsze, pamiętaj: „Zosiosamosiowanie” nie zawsze wychodzi na dobre.

Koniec z niewłaściwymi pracownikami w zespole. Sprawdź ich kompetencje

Czasem jako szefowie mamy po prostu dość „walki” z pracownikami, brakuje nam siły, motywacji i najzwyczajniej przestaje się nam chcieć udowadniać, że naprawdę nam na nich zależy i że naprawdę chcemy, aby im się chciało pracować efektywnie. A ponieważ uważam, że z samego mówienia o problemie niewiele wynika, oto kilka moich sprawdzonych wskazówek, co można zrobić, aby mieć w zespole właściwych pracowników i mieć jak najmniej powodów do narzekań:)

WSKAZÓWKA 1. Kiedy definiujesz zakres obowiązków i oczekiwania na danym stanowisku, nie zapominaj o kompetencjach miękkich (czy nie lepiej mieć w zespole pracowników, z którymi na przykład będzie Ci się dobrze rozmawiało?). Czytaj dalej Koniec z niewłaściwymi pracownikami w zespole. Sprawdź ich kompetencje