Różne wartości w zespole to źródło konfliktów?

Dlaczego ludzie podejmują takie a nie inne decyzje? Jak to możliwe, że osoba, którą niby znasz, „wyskakuje” z pomysłem, który Tobie by nawet nie przeszedł przez myśl? Otóż, przyczyną są różne wartości i dziś opowiem Ci o tym, jak te różne wartości bruździły w moim zawodowym życiu i co możesz zrobić, aby nie potęgowały trudnych sytuacji w zespole.

Zdiagnozowanie moich wartości pomogło mi zrozumieć, dlaczego w przeszłości byłam tak wybuchowa, poruszona, obruszona, kiedy ktoś nie trzymał się ustaleń i danego słowa. Odkrywcze było dla mnie również to, że zrozumiałam, jakim też byłam trudnym do współpracy managerem. W badaniu kompetencji D3 (w sekcji VALUES, która mierzy poziom intensywności wartości, które mają znaczenie dla efektywności w środowisku pracy) moją dominującą wartością jest Lojalność. Jest to nic innego jak właśnie działanie w zgodzie z danym słowem, wywiązywanie się z zobowiązań, w tym z przyjętych celów. Lubię działać zgodnie z ustaleniami. Jestem lojalna względem tych, z którymi tworzę bliską relację, w tym niegdyś firmy, szefa.

I było to na spotkaniu managerskim. Firma pozyskała dużego klienta, stąd trzeba było „na już” zasilić zespół w innym dziale. „Ania, na dwa miesiące przesuniemy konsultanta z twojego działu, bo to projekt, na którym firma mocno nadgoni cel przychodowy” – powiedział mój szef. Pewnie aż purpurowa byłam ze złości, ponieważ było to wbrew praktykom, jakie dotąd panowały w firmie. Konsultant dedykowany jest danemu sektorowi (a zajmowałam się komunikacją dotyczącą zdrowia i różnych obszarów terapeutycznych), by mógł rozwijać kompetencje w danym obszarze, bo sprzedaje u nas właśnie eksperckość. I ja też go potrzebowałam do dalszej sprzedaży. A dodatkowo, bardzo też dbałam o mój zespół, który cenił sobie to poczucie bezpieczeństwa i brak nagłych zmian, co im zapewniałam. Takie osoby miałam w ówczesnym zespole.

Trudno było mi zrozumieć, jak mój szef nie rozumie moich racji, skoro jak dotąd nie zawiodłam go w biznesie, a on nie mógł pojąć, dlaczego ja się tak upieram, skoro mamy wspólny cel oraz dlaczego nie możemy dojść do porozumienia w tej kwestii, skoro w innych dogadujemy się bez słów. I kiedy to czytasz, to wierzę, że możesz sobie pomyśleć, gdzie ja widziałam problem, że może nie jestem graczem zespołowym. Otóż, ja jestem graczem zespołowym i zupełnie nie to było źródłem napięcia. To napięcie generowałoby właśnie różne wartości. Osoby, które mają wysoką Lojalność, jak w coś mocno wierzą, jeśli na coś się umawiają, to zwyczajnie chcą się trzymać poczynionych ustaleń, koniec kropka. Tak, jesteśmy najbardziej lojalnymi członkami zespołu, ale naszym potencjalnym ograniczeniem jest opór, który zademonstrowałam na spotkaniu. Jeśli masz podobnie do mnie, to z pewnością wiesz, że łatwiej byłoby mi się zgodzić na zmianę, gdybym usłyszała: „Ania, wiem, że umówiliśmy się na to, że w tym roku nie przesuwamy konsultantów między działami, ale pojawiła się sytuacja, która może tego wymagać. Potrzebuję twojego wsparcia w tym, abym znaleźć wspólnie rozwiązanie”. Co bym odpowiedziała na to, że ktoś zauważa, rozumie, co jest dla mnie ważne? „Jasne, pogadajmy”. To by zamknęło usta mojej „lojalności” i byłabym w firmie najlepszym ambasadorem tej zmiany. Z drugiej strony, kiedy to się wydarzyło, ja nie wiedziałam, że jest coś takiego, jak wartość, która stoi za moimi decyzjami i że coś, co jest dla mnie ważne, nie musi być w równym stopniu ważne dla innych. Nie rozumiałam, że można postępować inaczej, a każde odstępstwo od tego oceniałam. To, że lojalność mam tak wysoką to jest dobre, bo każda wartość jest dobra. Ale odkąd wiem, że to ona napędza moje działania i że są też inne, różne wartości, jak uczciwość, równość czy niezależność, to inni mogą podejmować zupełnie inne decyzje. A podejmując je, wcale nie chcą mi uprzykrzyć życia, tylko podejmują je w zgodzie z tym, w co oni uznają za słuszne.

Zrozumiałam również, że to, że ja się kieruję jakąś wartością nie oznacza, że tak jest i tyle. Kiedy jestem tego świadoma, zatrzymuję się i zastanawiam, czy to jest to, czego zespół właśnie potrzebuje, czy to jest dobre również dla innych. Chcąc czy nie chcąc, skoro jestem w danym zespole, to obowiązuje mnie wspólny cel (o 5 zasadach pracy zespołu pisałam w „Evereście lidera”) i zwyczajną też przyzwoitością byłoby zauważenie drugiego człowieka, z którym pracuję. Dziś wiedząc, że naturalnie przychodzi mi odwoływanie się do ustaleń i mogę być w tych kwestiach uparta, to też wiem, że praca z innymi wymaga elastyczności. I we wspomnianej sytuacji, wiedząc to dziś wszystko o sobie, powiedziałabym: „Rozumiem, że projekt wymaga przesunięcia konsultanta. Dla mnie trzymanie się ustaleń jest bardzo ważne, stąd chciałabym, abyśmy sobie potwierdzili bardzo konkretnie, w jakim terminie dana osoba będzie pracować dla innego działu i dodatkowo, chciałabym cię prosić o to, abyś o zmianach w ustaleniach mówił mi, jak tylko dowiesz się o nich. Pozwoli mi to również przygotować zespół na zmianę. Czy możemy się tak umówić?”. Jak widzisz, nie zagrzebuję tego, co dla mnie ważne. Komunikuję, jakie zachowania są dla mnie istotne, bo druga strona wcale nie musi mieć tak samo właśnie z uwagi na różne wartości. Nie rezygnuję z wierności swojej lojalności, ale ona nie może być również wymówką dlatego, abym trwała przy swoim tylko dlaczego, że to dla mnie ważne, jeśli na przykład pomoże to całemu zespołowi czy firmie w realizacji naszych celów.

Co zrobić, aby czuć zadowolenie z pracy? 5 lekcji z pobytu w Polsce!

I wróciłam… prawie na drugi koniec świata, do mojego amerykańskiego domu. W ciągu niespełna 3 tygodni w Polsce tak dużo się wydarzyło, tak wiele doświadczyłam, że pomyślałam, że warto podzielić się z Tobą tym, czego się nauczyłam na temat tego, co zrobić, aby czuć zadowolenie z pracy, swojego życia i tego, kim jestem. Otóż…

1. Dobrze wcale nie oznacza lekko. Poprowadziłam kilka szkoleń Group Dynamics, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że są firmy, zespoły, w których głową muru nie przebijesz i jeszcze wiele wody upłynie, zanim ich szefowie przetrą oczy i przekonają się, że jak nie zadbają o ludzi, to wcześniej czy później będą drżeć na widok spadającego zaangażowania i wyników lecących na łeb na szyję. Ale jednocześnie z dumą potwierdzam, że jest dużo, a nawet bardzo dużo firm, których managerowie i zespoły mają w sobie odwagę pracować na rzecz tego, aby było lepiej niż jest dzisiaj. Co ciekawe, nie spodziewają się, że wszystko będzie szło idealnie, dają sobie prawo do tego, żeby upaść, potaplać się w błocie, a nawet porzucać w siebie tym błotem, by następnie podać sobie rękę, pomóc wstać, oczyścić się i iść dalej. I ta droga już później jest inna. Wcale nie oznacza, że będzie lekka, ale będzie bardziej prawdziwa, bez udawania, zakładania masek. Będzie tam więcej rozumienia a nie oceniania, zaufania a nie kontrolowania. Może być dobrze – do tego zmierzam. Nie daj sobie wmówić, że w twojej branży, firmie, zespole nic się nigdy nie zmieni i zadowolenie z pracy nigdy się nie pojawi… W takim podejściu na pewno nie, ale zmieni się, jeśli uznasz, że…

2. Nad jakością współpracy trzeba codziennie pracować i za to odpowiada każdy w zespole a nie tylko szef. Wiem, że ryba psuje się od głowy, że jak top management pracuje nad sobą, to zwiększa to szanse na to, aby w zespołach ludzie czuli się docenieni, by mieli satysfakcję, by chciało im się pracować i tak dalej… Ale wierz mi, że pracownicy potrafią też podkładać szefom kłody pod nogi. Jak? Testują, jak długo wytrzyma narzekanie, nie powiedzą „dziękuję” za to, że mają to, o co prosili, nie wspomnę już o szczerym pokazaniu, że czują zadowolenie z pracy – bo przecież są pracownikami, to im się należy, czyż nie? Oczekują, że szef domyśli się, czego potrzebują czy tego, co im nie odpowiada – bo jakże inaczej, szef jest uzbrojony w ponadludzkie zdolności, prawda? Otóż nie… Szef jest takim samym człowiekiem jak ty czy ja i do tego, żeby było dobrze w zespole, potrzebuje twojego zaangażowania, pracy na rzecz wspólnego celu. Nie chodzi mi o to, żeby nie mieć oczekiwań wobec przełożonego (to zupełnie inne zagadnienie), ale o to, aby przede wszystkim myśleć przez pryzmat tego, co ja z siebie dziś dam dla szefa, zespołu i moich klientów? Co zrobię lepiej a jakich zachowań nie będę potęgować? Wiem, że nie brzmi to wygodnie, bo łatwiej jest wymagać od innych, ale tylko postawa „wymagam wpierw od siebie” ma sens, bo tylko na nią – na siebie – masz wpływ… Zostaw innych a zajmij się sobą. Kiedy każdy to w zespole zrobi, dopiero wówczas będzie miejsce na zmiany i zadowolenie z pracy, bo każdy tworzy zespół a nie tylko szef…

3. Życie to ciągłe podejmowanie decyzji i gotowość na to, że sprawy nie będą szły zgodnie z planem. Należę do tych osób, które lubią mieć wszystko zaplanowane. Nie boję się zmian, ale jeśli mogę czemuś nadać ramy, daje mi to poczucie komfortu pracy. Po przylocie do Polski okazało się, że moje zawodowe plany nie będą odpowiadać rzeczywistości. Potrzebowałam dużo więcej czasu i energii poświęcić na sprawy prywatne. Oliwy do ognia dolał jakiś wirus, w walce z którym nie miałam żadnych szans. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo się rozchorowałam. I w przeszłości próbowałabym jakoś łapać te dziury – odwołane spotkania, niespełnione oczekiwania znajomych co do czasu, którego dla nich zwyczajnie nie miałam. Tym razem świadomie przyjęłam, że skupiam się na tym, aby dać z siebie tyle, ile mogę, na to, co dla mnie najważniejsze, a resztę zwyczajnie odpuścić i to bez żadnych wyrzutów sumienia. Kolejny raz się przekonałam, że życie to nieustanne podejmowanie decyzji wobec tego, co jest moim priorytetem. Życie to też odwaga do mierzenia się z konsekwencjami swoich decyzji, bo z moimi decyzjami nie będzie każdemu po drodze i wielu z pewnością Cię o tym poinformuje.

4. Są ludzie lojalni wobec ciebie i ludzie lojalni względem potrzeb, które mają wobec ciebie. A kiedy ich potrzeby się zmienią, to i ta lojalność zmieni swój kierunek. Mój ostatni pobyt w Polsce był sprawdzianem wobec tego, jakich ludzi mam wokół siebie i czy umiem odróżnić jednych od drugich. Przekonałam się, kto jest moim prawdziwym przyjacielem i że jeśli jest to przyjaciel, to żadna odległość nie będzie problemem, by wspierać, rozumieć i być obok. Doświadczyłam również tego, że…

5. Jeśli naprawdę wierzysz w to, co robisz, będą wokół Ciebie osoby, które będą Cię w tym wspierać i pomagać czuć zadowolenie z pracy. Poczułam to mocno i na szkoleniu dla Klientów – trenerów, konsultantów HR, którzy w pracy wykorzystują nasze badania kompetencji, ale i w spotkaniu z moim Zespołem. To było nasze pierwsze spotkanie w takim gronie, bo na co dzień mieszkamy w różnych częściach świata. Spotkałyśmy się w moje urodziny i na żywo dostałam od nich pełną akceptację tego, kim jestem i zrozumienie tego, co robię w ramach EFFECTIVENESS. Powiedziały: Chcemy życzyć Ci, aby Twój błysk w oku i zapał do pracy i zmieniania świata na lepsze nigdy nie wygasły…

Mam w sobie dużo wdzięczności za to, co dostaję od Zespołu. Biorę sobie do serca te słowa i już kończę, i wracam do pracy, by ta nasza zawodowa rzeczywistość mogła być każdego dnia lepsza – bo może być…