Millenialsi, kto jest winny temu, że tak często zmieniają pracę?

Nie tak dawno usłyszałam od klienta: Ania, zobacz, kolejne CV, kolejny Millenials i co? Co kilka miesięcy zmienia pracę. Mam kilku dobrych kandydatów, ale muszę się liczyć z tym, że jak zatrudnię kogoś, to tylko na chwilę. Millenialsi…

W social mediowej dyskusji, w której brałam udział, czytam komentarz Pani Profesor, wykładowcy na studiach MBA: Musimy się po prostu pogodzić z tym, że Millenialsi wielokrotnie w swoim życiu zmienią pracę i nie ma co się tym przejmować. Po tym komentarzu to chyba byłam już purpurowa, bo jeśli takie mądrości sprzedaje się przedsiębiorcom, to powiem jedno: szkoda mi tych młodych ludzi, bo mają marne szanse na zmianę wizerunku. I nas, pracodawców też mi szkoda, bo jeśli będziemy bezrefleksyjnie przyjmować te „prawdy”, to zaleje nas fala frustracji a na pewno nie pomoże to w tym, aby zgadzał się wynik, za który odpowiadamy. O tym, co myślę o tym całym rynku pracownika, pisałam już TUTAJ, stąd, pomyślałam, że tym razem głos oddam samym Millenialsom, których zaprosiłam do współpracy, zespołu, który buduję w swojej firmie.

Oto Marcelina, w EFFECTIVENESS od 15 miesięcy:
Według mnie Millenialsi bardzo cenią sobie to, jak się w swojej pracy czują, czy wykonują ją z przyjemnością i zadowoleniem, czy ich otoczenie w pracy jest przyjazne, a zespół zgrany i proaktywny. Są jednak takie miejsca pracy, w których takich potrzeb w ogóle nie bierze się pod uwagę, a nawet nie ma się świadomości o ich istnieniu. A Millenialsi często nie są jedynie skupieni na tym, ile zarabiają, jakie stanowiska obejmują i jak szybko mogą liczyć na awans. Są to osoby świadome tego, że w pracy spędzają bardzo dużo czasu i wiele z nich po prostu nie chce, żeby ten czas był czasem straconym na wykonywanie nielubianych obowiązków.

Większość pracodawców w moich poprzednich miejscach pracy nie miało pojęcia, że praca może być czymś więcej niż tylko comiesięczną pensją. Nie wynikało to z ich ignorancji, ale tego, że po prostu tak zostali wychowani, w takim świecie dorastali i kiedy oni byli młodzi to zarabiane pieniądze było najważniejszym aspektem życia zawodowego. Tak było z ich rodzicami i dziadkami, więc także takie podejście sami reprezentowali. Przekładali swoje wartości i potrzeby na swoich młodych pracowników, zupełnie ich nie rozumiejąc i główkując „o co tym młodym chodzi”. Dla nich spadek motywacji u młodego pracownika był objawem lenistwa i arogancji. I chociaż czasem tak bywało, bo przecież wśród każdej grupy wiekowej są osoby po prostu leniwe, to jednak równie często miało to inne podłoże. Młodzi pracownicy szybko się wypalali, widząc, że ich szef np. nie bierze pod uwagę ich propozycji na usprawnienie pracy lub ignoruje ich potrzebę work-life balance i od miesięcy każe im spędzać w pracy każdy weekend.

Oczywiście są tacy Millenialsi, dla których faktycznie najważniejsza jest suma, jaka co miesiąc wpływa na ich konto, ale wielu z nich poczucie spełnienia i rozwoju przedkłada ponad finansowe wynagrodzenie Według mnie właśnie te niezrozumienie potrzeb młodych pracowników często doprowadza do tego, że odchodzą oni z pracy niedługo po zatrudnieniu. Z własnego doświadczenia wiem, że wolę zmienić niekorzystne dla mnie warunki od razu, jeśli tylko nie widzę żadnych szans na ich poprawę, niż tkwić w nielubianym miejscu pracy tylko ze względu na poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie mniej boją się zmian i ryzyka i nie przeraża ich poszukiwanie pracy, bo wiedzą, że w dzisiejszych czasach o pracę jest o wiele łatwiej niż kiedyś.

A Jula, która pracuje z nami od 8 miesięcy, dodaje:
Moim zdaniem trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego Millenialsi tak często zmieniają pracę?” doszukując się winy albo po stronie pracodawcy, albo pracownika. Często bywa tak, że poznając obraz jakiejś sytuacji z perspektywy osoby numer 1, w jednym momencie możemy stać się wrogiem osoby numer 2, nawet nie znając jej punktu widzenia. Jednak, gdy zdecydujemy się na rozmowę z osobą numer 2, to dopiero wtedy otwierają nam się oczy i uświadamiamy sobie, że rację mogą mieć obie strony, tylko patrzą na daną sytuację z innej perspektywy. Nie dopuszczając do siebie myśli, że można na coś spojrzeć z innego punktu widzenia, myślimy wąskotorowo, nie pozwalając sobie na poszerzanie horyzontów.

Zanim zaczniemy opowiadać się za jedną ze stron w sposób zdecydowany i krytyczny, powinniśmy pamiętać, że każda sytuacja czy każdy konflikt ma drugie dno. Nie szufladkujmy i nie dopisujmy sobie swoich teorii i na temat młodego pokolenia, i dzisiejszych pracodawców bez dokładnego poznania całej sytuacji z różnych perspektyw. Życie potrafi zaskoczyć.

Czy można prosić o lepszy komentarz?