Realizacja celów jest straszna? Jak to zrobić, żeby się udało?

Pewnego ranka weszłam na siłownię i oniemiałam. Wszystkie maszyny zajęte, prawie wszystkie bieżnie również, pot się leje litrami. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co się stało?! Zniżka na karnety, czy kolejny challenge? Ale po chwili mnie oświeciło. Przecież to był styczeń, czyli szał na noworoczne postanowienia. W myślach uspokoiłam się, że ten szał nie potrwa za długo, bo z reguły z początkiem lutego, znów jest tu sporo miejsca. Zrobiło mi się przykro, że realizacja celów dla wielu osób kończy się tak szybko. Ja też kiedyś byłam w tym miejscu. W ferworze noworocznych postanowień planowałam jak szalona, a potem nic z tego nie wychodziło. W związku z tym zaczęłam próbować różnych sposobów na sukces, żeby w końcu się udało. I właśnie dlatego, dziś na podstawie moich błędów chcę razem z Tobą przeanalizować kwestie skutecznej realizacji celów. Zapraszam.

Zacznę od tego, że dla mnie te całe postanowienia niosą za sobą coś negatywnego. Z roku na rok wracają, często brzmiąc tak samo, przypominając, że nie zostały osiągnięte. Jest nam głupio, że jesteśmy słabi i niczego nie potrafimy doprowadzić do końca. Moim zdaniem, taka negatywna energia już na początku roku jest nam do niczego nie potrzebna. Dlatego zapomnijmy o postanowieniach noworocznych i podejdźmy do nich jak do zwykłej realizacji celów, bez zbędnej i negatywnej otoczki.

Oto błędna realizacja celów z przeszłości i moja recepta na sukces 🙂

  1. Oszukiwanie samego siebie…

Na początek wielokrotnie popełniony przeze mnie błąd, czyli stawianie celów, których gdzieś głęboko wcale nie chciałam realizować, ale myślałam, że…tak trzeba. Np. w xxx roku przebiegnę maraton, podczas, gdy tak naprawdę nie lubię biegać i nie sprawia mi to radości. Cel bez sensu. Dlatego niech u Ciebie znajdą się tylko niezbędne i przemyślane pozycje, które chcesz osiągnąć dla SIEBIE, a nie dla ludzi, którzy czegoś od Ciebie oczekują. Bo powiedzmy sobie wprost, jak bardzo będziesz zmotywowany celem ZOSTAĆ SZEFEM, kiedy tak naprawdę dobrze czujesz się na obecnym stanowisku a tylko chcesz komuś udowodnić, że jednak coś w życiu osiągnąłeś?

  1. Zapisz to!

Samo myślenie o celach może nie okazać się skuteczne. To, że powiedziałam sobie, że zrobię to i tamto nie sprawdziło się. Dlatego warto zapisać swoje cele z dwóch konkretnych powodów. Po pierwsze, wtedy przestają one być tylko marzeniami a stają się realne. Po drugie, po jakimś czasie jest do czego wrócić, aby sprawdzić swój postęp. Zatem wygospodaruj jedną stronę w swoim kalendarzu/notatniku, możesz użyć kolorowych długopisów czy naklejek i spisz dokładnie, jakie masz plany. Ale uwaga! Dopisz do każdego celu realną datę rozpoczęcia i końca realizacji. Nie bierz na siebie za dużo na raz, masz przecież wystarczająco dużo czasu, bo dobrze to wszystko zaplanowałeś 😉 Podobnie jest w pracy. Warto mówić o terminach na głos, bo wtedy oficjalnie przed zespołem, zobowiązujemy się ich dotrzymać.

  1. Wszystko muszę dopiąć natychmiast!

Na przykładzie postanowień noworocznych… Może to będzie dla Ciebie szok, ale rok ma 12 miesięcy i właśnie tyle czasu masz na realizację swoich noworocznych postanowień! Realizacja celów nie musi zakończyć się wraz ze styczniem. W zeszłym roku, przedostatni z celów udało mi się dopiąć pod koniec listopada i z dumą odznaczyłam go jako zrealizowany. Sumiennie dążyłam do niego małymi kroczkami, aż w końcu się udało! Niektóre rzeczy zwyczajnie potrzebują czasu.

  1. Po prostu odłóż to na chwilę

Wszystko chciałam zrobić tak, jak sobie zaplanowałam, co do dnia, co do godziny… Ale wszyscy wiemy, jak wygląda życie. Czasem wypadnie coś niespodziewanego na co nie mamy wpływu i wtedy trzeba się tym zająć i po prostu odpuścić inne kwestie. Nie zrozum mnie źle…nie odpuścić na zawsze, ale tylko na chwilę. Nie piętnuj się, że Ci nie wyszło i masz dwudniowe opóźnienie. Easy…To jeszcze nie koniec świata!

  1. Jak doprowadzić sprawę do końca?

Jeżeli już mam konkretną listę celów, przychodzi czas na zastanowienie się, czego potrzebuję, żeby udało mi się je osiągnąć. Bardzo długo nie wierzyłam, że ten krok jest istotny, ale w końcu postanowiłam dać mu szansę. Było o niebo lepiej, kiedy do każdego celu dopisałam kilka małych podcelów, które zaprowadzą mnie tam, gdzie chcę. Przykład? Proszę bardzo…

GŁÓWNY CEL: Praktykowanie języka niemieckiego w Niemczech

PODCELE:

  • miesięcznie zaoszczędzić xxx zł,
  • zaplanować w kalendarzu wyjazd,
  • kupić bilet lotniczy,
  • znaleźć hotel,
  • zrobić research książek do nauki języka,
  • wygospodarować 15 minut dziennie na przyswojenie słówek i 15 minut na gramatykę,
  • w każdą niedzielę o 20:00 rozmawiać z kuzynem po niemiecku,
  • wyjechać i szlifować język.

Po kolei odznaczanie tych celów jako zrealizowane spowodowało, że nie zgubiłam po drodze głównego celu. Cały czas byłam świadoma, na jakim jestem etapie i w końcu się udało.

Podsumowując, doprowadź do tego, żeby realizacja celów odbywała się niezależnie od obowiązujących trendów. Zaplanuj swoją listę mądrze. Nie nakładaj na siebie za dużo jednocześnie, bo to tylko wywoła niepotrzebny stres. Znajduj cele, które są ważne dla CIEBIE, zapisz je, wyznacz daty realizacji kolejnych kroków i po prostu osiągnij sukces w tym, na czym Ci zależy. Trzymam kciuki. 🙂

Mowa nienawiści niszczy świat? Jak to zmienić?

To był poniedziałek. Taki niby zwykły zimowy dzień. Taki ponury, choć to początek tygodnia, niby zapowiedź nowego. Źle mi było tego dnia od samego świtu. A to lista zadań nie do ogarnięcia, a to humor nie taki, a to projekt od podwykonawcy niedostarczony na czas, a to pracownik, który nie czyta w moich myślach… Wiem, jak to brzmi, taki stek bzdur. Tak, bzdur, bo czym są w zderzeniu z mową nienawiści i z tym, o czym ci donoszą media po kilku godzinach…

…Nie żyje człowiek… I poruszające było społeczne poruszenie, które obserwowałam z tej części kuli ziemskiej –  taki silny głos za tym, aby Jurek nas nie zostawiał, bo przecież obiecał, bo przecież my wiemy, że to nie jego wina, przecież my wiemy, że to nienawiść, przecież bez niego sobie nie poradzimy. W amerykańskich mediach też nie brakowało relacji z tego, co się wydarzyło w naszym kraju. Pytano „dlaczego?”, „to nie ma sensu” – mówiono. I tak siedząc sobie w ciszy przez dłuższą chwilę, myślałam: jak to łatwo, bez względu na szerokość geograficzną, człowieka zabija człowiek. Tylko widzisz, choć zabrzmi to okrutnie, to nie nowość. Opłakujemy te zbrodnie, jednoczymy się przeciwko sprawcom, opowiadamy się przeciw mowie nienawiści, przez chwilę czujemy, że razem mamy moc i siłę, by walczyć o człowieka, ale co my dalej z tym robimy?

Co my sobie z tą ostatnią tragedią zrobimy? To, że się publicznie jednoczymy to dobre, ale czy ta tragedia zmieni coś w naszych sercach? Czy ta zbrodnia zmieni coś w MOIM sercu? Wołanie o pomoc innych nie wystarczy, wołanie przeciwko innym nie uzdrowi, więc co mi pozostaje? Co się musi wydarzyć, aby świat się zaczął zmieniać, a mowa nienawiści przestała istnieć? Ja się muszę zmieniać i tylko ja mam na to realny wpływ.

Może wreszcie już czas, aby się otrząsnąć i każdy dzień zacząć z wdzięcznością za to, co mam i za tych, których dziś spotkam? Bo spójrzmy prawdzie w oczy, większość z nas naprawdę nie ma na co narzekać. Żadne krzyki świata i ludzi obok ciebie, nic nie zmienią, jeśli to ty nie będziesz kochać drugiego człowieka, a będziesz tylko karmić otoczenie mową nienawiści. A tego kochania nigdy za mało, bo szczęście to ludzie. Jak to zrobić? Prościzna: oddaj drugiej osobie swoje miejsce siedzące w autobusie, przepuść w drzwiach, przepuść na drodze, przekrocz mury biura z uśmiechem, zapytaj, jak twoim pracownikom mija dzień, pochwal, nie zalewaj jadem, nie patrz z ukosa, nie narzekaj, nie myśl, że na głowę upadł, nie zgrywaj najmądrzejszego, pomóż w tym, co dla kogoś jest trudne, nie karz milczeniem… I tak mogłabym wymieniać „do końca świata i jeden dzień dłużej”. Ale w miejsce tego właśnie dziś przed samą sobą składam obietnicę, by bardziej kochać siebie i tym samym choć odrobinę bardziej kochać innych; nie grać ofiary a jak wojownik walczyć o to, żeby ze mną było innym lżej, aby świat był ze mną choć ciut lepszy. I jeśli myślisz, ale co ja mogę? Czy to ma znaczenie? A pamiętasz historię o płatku śniegu, którą opowiedziałam w Evereście lidera? To jeden płatek śniegu – a nie bryła śniegu – przełamał grubą gałąź… więc nie rezygnuj…

I na koniec, to co się wydarzyło, to chyba kolejna powtórka z lekcji o tym, żeby doceniać tych, których mamy wokół. I pewnie, doceniać takich bohaterów jak Jurek, ale i nie gardzić tym małym wielkim człowiekiem, którego masz obok siebie, w tym w pracy – o tym pamiętaj, proszę. Na to masz wpływ i to ma naprawdę znaczenie…