Perfekcjonista w nowej pracy. Przerażenie i akt odwagi!

Cześć! Nazywam się Julia i kilka tygodni temu dołączyłam do zespołu EFFECTIVENESS. Chciałabym podzielić się z Tobą moją historią (wcale nie było lekko) i wnioskami, jakie wyciągnęłam. Zdradzę od razu, że „zosiosamosiowanie” nie zawsze wychodzi na dobre. Koniecznie przeczytaj dalej, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło…

W końcu powiedziałam: „Ania, najpierw mówisz jedno a potem zupełnie coś innego, więc skąd mam wiedzieć, czego naprawdę oczekujesz?”

Usłyszałam: „Cieszę się, że mi to mówisz! Już tłumaczę!”

Uff… Nie taki diabeł straszny… Kilka dni temu pierwszy raz odważyłam się powiedzieć, co mi nie pasuje i przez co się gubię. Dlaczego tak późno? Szczerze mówiąc, bałam się (raz, że Ania jest wymagająca i komunikuje się bardzo wprost – styl D – a dwa… za chwilę Ci zdradzę).

Po tym akcie odwagi poczułam się oczyszczona! W wielu sytuacjach zawodowych wydawało mi się, że nie mogę sprostać wymaganiom, że to nie jest miejsce dla mnie. Może znasz to uczucie, kiedy najchętniej rzuciłbyś wszystko, bo po prostu Ci nie wychodzi. Ale okazuje się, że umiejętność pracy nad sobą i w ogóle uświadomienie sobie, że ZAWSZE jest nad czym pracować, może wiele zmienić!

Na etapie rekrutacji zrobiłam badanie D3. W raporcie przeczytałam jakby swoją charakterystykę, jakby ktoś, kto mnie zna od lat, usiadł, zastanowił się i spisał wszystkie cechy i zachowania, które u mnie zaobserwował. Wynik raportu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo nagle pojawiło się wyjaśnienie moich pewnych zachowań.

Mój styl: PERFEKCJONISTA (C-DISC, Realizator jako rola zespołowa i Wiedza jako najsilniejszy motywator)

Bo ja, perfekcjonista, wszystko chcę zrobić jak najlepiej! Cenię sobie dokładność, porządek, spokój. Jeżeli czyta to jakiś perfekcjonista, to pewnie potwierdzi, że nawet długopisy na biurku czy szklanki w szafce muszą być ustawione pod linijkę. I nie daj Bóg, żeby skarpety w szufladzie nie były ułożone zgodnie z paletą kolorów! 😉 Nienawidzimy błędów i co więcej, jesteśmy wrażliwi na krytykę!

Nowa praca, nowe wyzwania, prawdopodobieństwo popełnienia błędu? Duże. Każdemu zadaniu chciałam sprostać, nie zadając przy tym za dużo pytań. Wydawało mi się, że przecież muszę to wiedzieć, a kolejne pytanie może być potwierdzeniem, że się nie nadaję do tej pracy. Właśnie tu pojawia się ZOSIOSAMOSIOWANIE! I co się stało? Pierwszych kilka dni, mnóstwo błędów i to wcale nie takich błahostek! Możesz sobie wyobrazić, jak się czułam i jak bardzo zostałam wystawiona na próbę z tym moim całym perfekcjonizmem. Wszystko dusiłam w sobie, zamiast po prostu zadawać pytania. Nieźle sobie tym nagrabiłam.

Dzięki Bogu, że Ania wiedziała jak ze mną rozmawiać, znając mój profil. Ja, perfekcjonista, byłam w rozsypce, tej emocjonalnej. Myślę, że użycie sformułowania, że te wszystkie porażki wjechały mi na ambicję, jest jak najbardziej na miejscu. Zawsze starałam się pozostać w strefie komfortu, więc wcześniej, nie musiałam stawiać im czoła. Ale ten moment musiał nadejść, szkoda tylko, że od samego początku, nie słuchałam Ani i Marceliny:), które tyle powtarzały, że gdybym tylko miała jakieś pytania, mam pytać! One dobrze wiedziały, jaka jestem, więc zdawały sobie też sprawę, jakiego wsparcia potrzebuję. Tylko nie wiedzieć czemu, ja, perfekcjonistka, odrzucałam trochę to wsparcie, czego oczywiście żałuję. Całe szczęście, że błędy są nie tylko po to, aby je popełniać, ale też żeby się na nich uczyć!

Dzięki wsparciu dziewczyn, zaczęłam mocno nad sobą pracować. Perfekcjonizm jest w porządku, ale wiadomo, jak ze wszystkim, co za dużo to nie zdrowo. Po tych 3 tygodniach, w moim dzienniczku, spisałam sobie parę ważnych lekcji. Chciałabym się tym z Tobą podzielić, bo kto wie, być może w obliczu nowych wyzwań też stawiasz na ZOSIOSAMOSIOWANIE, albo przeżyłeś parę porażek, po których ciężko było się podnieść.

Lekcja 1- KTO PYTA, NIE BŁĄDZI. Niby banalne i oczywiste, ale gdyby tak się nad tym głębiej zastanowić…Nie boisz się zadawać pytań? Na pewno? Nie boisz się tego, że ktoś uzna, że Twoje pytanie jest nieprofesjonalne i niekompetentne? Być może jesteś w tej grupie osób, którym przychodzi to z łatwością (zazdroszczę!) Ale jeżeli nie, to pozostaje tylko pracować nad sobą!

Lekcja 2- BĄDŹ SOBĄ. Kolejny banał, który słyszymy na każdym kroku, ale czy chociaż raz zastanowiłeś się, co to oznacza? Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, czy robisz wszystko w zgodzie ze sobą. Kiedy miałam gorszy dzień, Ania powiedziała: Jula, bądź sobą. Dałaś się nam już poznać jako prawdziwa Ty i nie musisz się zmieniać. Bądź najlepszą wersją siebie i nie wstydź się tego, bo jesteś naprawdę dobra! Niby parę słów, ale czasem potrzeba, żeby ktoś po prostu wypowiedział to na głos. Bądźmy sobą!

Lekcja 3- BĄDŹ DLA SIEBIE DOBRY/DOBRA. Nie piętnuj się na każdym kroku, że coś robisz źle. Nic Ci to nie da. Po co rozpamiętywać to, co było. Stało się, zauważasz swój błąd, wyciągasz lekcję, idziesz dalej. Każde doświadczenie w życiu na coś nam się przydaje. Gdyby nie błędy, to gdzie byśmy byli? Szanuj siebie. Po prostu :).

Nie wychodź z założenia „JESTEM TAKI JAKI JESTEM I TRUDNO”. Z każdym dniem pracuj nad sobą i z szacunkiem komunikuj swojego potrzeby! Co najważniejsze, pamiętaj: „Zosiosamosiowanie” nie zawsze wychodzi na dobre.

Czy przyznawać się do błędu, czy lepiej nie?

Kiedyś byłam innym szefem, takim „nieopierzonym”, potykającym na każdym możliwym kroku. Dziś też zaliczam takie wpadki, że chyba nazbiera się na kolejną książkę. Ale „dziś” jest różne od „wczoraj” w tym, że przyznaję się przed pracownikami do błędu. Przecież mój „Everest lidera” jest takim spisem błędów i lekcji, które z nich wyciągnęłam. A każda lekcja jest krokiem ku temu, bym była lepsza w tym, co robię, bym była lepszym człowiekiem. To moje obnażanie wciąż wielu szokuje, nawet moich byłych pracowników. Oto zapis facebookowej rozmowy z jedną z nich. Długo się zastanawiałam, czy ją upublicznić (bo nie lubię o sobie zbyt wiele mówić), ale osoba, która ją zainicjonowała, powiedziała: Ania, publikuj, może to komuś pomoże. Jestem „za”. Zatem daję Ci zapis rozmowy na dowód, że w błędach nie ma nic złego, jeśli się na nich uczymy, a kluczem do efektywności liderskiej jest… POKORA:)

Mój były pracownik: Hej Ania! Jestem już po lekturze! Właśnie przeczytałam ostatnie zdanie. Wiem, że od kiedy kurier dostarczył mi Twoją książkę, minęło trochę tygodni, ale takie uroki macierzyństwa. Jednym tchem to ja mogę teraz przeczytać jedynie skład zupki ;-)) Ania, ale nie o tym chciałam. Szczerze gratuluję Ci tej książki. Gratuluję, bo uważam, że Twoje doświadczenia, to jak je opisałaś i co z nich wyniosłaś, mogą pomóc nie tylko managerom, ale też „zwykłym” pracownikom, którzy liderem mogą się stać za jakiś czas, a już teraz trudno im zrozumieć zachowanie współpracowników/ szefa i jednocześnie zapominają, by też zastanowić się nad swoją postawą i oczekiwaniami. Bo tak jak napisałaś, liderem można być na każdym stanowisku czy okolicznościach.

Gratuluję też, bo dla mnie to był odważny krok – publicznie opowiedzieć o swoich błędach. Gdyby nie bezsenne noce i ząbkowanie pewnie przeczytałabym Lidera w 2 wieczory, ale i tak za każdym razem jak do niego wracałam, pożerałam strony… Z ciekawości, ale po prostu to się też lekko czyta, być może dlatego, że znam Twój styl. I w końcu zrozumiałam niektóre Twoje zachowania/decyzje, które wcześniej, nie ukrywam, irytowały mnie. No cóż żałuję, że teraz razem nie pracujemy. Może rozumiałybyśmy się bez słów😊. Bo okazało się, że w życiu ważne są dla nas te same wartości, ludzie. Ania, trzymam kciuki za kolejne przedsięwzięcia!! Acha i jak będę miała jakiś dylemat pracowniczy to bądź pewna, że będę dzwonić!

JA: To co teraz zrobiłaś, to właśnie wyjście ponad przeciętność, o której piszę:) i bardzo Ci za to dziękuję:) Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy, dostać informację od Ciebie + w tak intensywnym dla Ciebie czasie. Dziękuję, że tak dużo przy Tobie mogłam się nauczyć! Jesteś ważną częścią tej książki i mojego życia. Może to brzmi mocno, ale taka jest prawda!!! Wiesz o mnie wiele, stąd też wiesz, że nie umiem udawać:) Plus, dostać wiadomość od kogoś, z kim się pracowało, to że mniej lub bardziej jesteśmy w kontakcie, to dla mnie ogromna wartość, potwierdzenie, że warto było się przewrócić, by się podnieść i z tego wyciągnąć lekcje:)

Mój były pracownik: Ania, to ja Ci dziękuję! Za wszystko czego mnie nauczyłaś i samodyscypliny też. Nawet nie wiesz, ile razy brakowało mi tego, że nikt nie spojrzy na moje materiały krytycznym, fachowym okiem, że nie przedyskutujemy… Ale też nauczyłaś mnie jakiejś intuicji wobec klientów/ ich oczekiwań, dzięki czemu w wielu momentach miałam pewność, że idę w dobrym kierunku, nawet jak zostawałam sama. Nie pisz proszę, że Ty mi jesteś za coś wdzięczna, bo to grube nadużycie i źle się z tym czuje… Chciałabym mieć tyle odwagi i samozaparcia w dążeniu do celu co Ty!

Everest_lidera_cover_v4

Lider a manager? Na czym polega różnica?

Manager, lider zespołu – zwykle posługujemy się tymi pojęciami wymiennie. Nie zawsze to ma uzasadnienie, bo po prostu co innego oznaczają. Czy każdy lider jest managerem i każdy manager liderem? Zabieram Cię dziś w managersko-liderski świat, aby uporządkować to, co uporządkowania wymaga.

Zacznijmy od podstawowego rozróżnienia między managerem a liderem, bo tak jak nawet intuicyjnie czujemy, z czym się wiąże bycie managerem, to z liderem zaczynają się przysłowiowe schody. Otóż, bycie managerem zakłada przyjęcie konkretnego stanowiska, a bycie liderem przyjęcie postawy (i to nie tylko na szefowskim stanowisku). Manager zwykle ma zmobilizować zespół do działania, a lider to osoba, która zapala do działania, do tego, aby za nim podążać; lider rozpala taki ogień w innych, aby chcieli dawali z siebie ponad to, czego się od nich oczekuje. Idąc dalej, skuteczny manager wyznacza ambitne cele i tak prowadzi zespół, aby je osiągnąć. Gromadzi siły zespołu i maksymalizuje jego potencjał, aby to co zaplanowane, zostało zrealizowane. A co w takiej sytuacji robi manager, który jest dla zespołu liderem?

Lider wpierw odpowiada na pytanie „dlaczego” a nie „co” mamy zrobić. Wyznacza raczej kierunek, a nie bardzo konkretny cel i dopiero wtedy określi plan działania. Jego plan może nawet wykraczać poza realne możliwości tego, co mogą osiągnąć poszczególni pracownicy, bo wie, co jest w stanie osiągnąć siłą zespołu, w którym skupiamy się na tym, aby pracownicy wykorzystywali swoje mocne strony, a nie pracowali nad naturalnymi ograniczeniami (w diagnozie potencjału pomaga badanie D3). A kiedy w podróży w tym wyznaczonym kierunku zespół wchodzi po górę i przychodzi zmęczenie, spadek sił, może zniechęcenie, lider inspiruje do tego, gdzie szukać wsparcia, co zrobić, aby zregenerować sił i iść dalej.

Moim „podręcznikowym” przykładem lidera jest Richard Branson, brytyjski przedsiębiorca, który pod swoimi skrzydłami ma obecnie ok. 400 firm. Czy zarządza nimi wszystkimi z poziomu managera? Nie.  Czy snuje wizję, inspiruje innych do tego, aby za nim i z nim iść w wyznaczonym kierunku? Tak.

Urodzony w 1950 r. Richard Branson założył swoją pierwszą firmę, mając 16 lat, a kilka lat później Virgin Records. Ale to był dopiero początek. We wspinaniu się coraz wyżej, pomaga mu skupianie się na tym, co w nim mocne, a nie na swoich ograniczeniach (a jednym z nich jest dysleksja). Przyglądając się temu, co robi, słuchając tego, czym się dzieli, łatwo wyczuć, że robi w życiu to, w co naprawdę wierzy. Wyznacza kierunek działania i z ciekawością czeka na to, jakie kolejne możliwości może zobaczyć ze szczytu, który właśnie jest przed nim. Wyznacza kierunek, a nie ostateczny cel. Stawia sobie i zespołowi pozornie nieosiągalnie wyzwania i następnie zapala do tego, aby wznieść się wyżej niż to, co do tej pory było nieosiągalne. I robi to wszystko w pełnym szacunku do człowieka, przyglądając się pokornie talentom, jakie inni wnoszą do organizacji, wierząc, że jego liderskim zadaniem jest zaopiekować się największym zasobem – zespołem. Bo kiedy to zrobi, zespół z taką samą troską zajmie się klientami.

Z twardymi wynikami finansowymi trudno dyskutować, stąd też trudno zaprzeczyć skuteczności strategii Bransona. Jego nazwisko widnieje obecnie w branży muzycznej, kolejowej, lotniczej, opiece medycznej i przemyśle kosmicznym. Czy Branson wiedział jak zarządzać tymi wszystkimi firmami? Nie. Czy wiedział jak „zapalić ogień” w managerach i najważniejszych osobach operacyjnych? Tak.

Firmy bez dwóch zdań potrzebują skutecznych managerów, ale nie zapominajmy o postawie liderskiej. Możemy szkolić się z kompetencji managerskich, aby wzmacniać skuteczność w delegowaniu, zarządzaniu wynikami etc., ale to postawa liderska (którą może przyjąć manager i której poświęciłam książkę „Everest lidera”) generuje największą wartość dla organizacji. Przy skutecznym liderze pracownicy naturalnie chcą się stawać wciąż lepsi, pracując na rzecz wspólnego celu.  Tak, to wymaga pokory, poznania siebie i swoich pracowników. Tak, to strategia zarządzania, która zapala innych do działania, która pozwala poczuć pracownikom, że są ważni i to co robią, ma znaczenie.

Everest_lidera_cover_v4